Tylko dźwięk Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Tylko dźwięk

Pamiętam, że zaczęło się na studiach. Kraków był piękny, piwo tanie i myślałem, że życie to film. W niektóre weekendy jeździłem w świętokrzyskie odwiedzać dziadków. Ich dom znajdował się w małej osadzie pod lasem. Dookoła pustka. Świetne miejsce, by się wyciszyć, złapać na chwilę rytm prostoty. Miałem ze sobą pożyczony od kolegi aparat fotograficzny. Stary cyfrowy model, który zapisywał zdjęcia na dyskietkach. Pamiętam, że mieściło się 15 zdjęć. Zjawiłem się więc na tym końcu świata z reklamówką pełną dyskietek. Wieczorem patrzyłem w gwiazdy. Na ziemi mrok i cisza. Gdzieniegdzie daleki blask ćmiącej żarówki. Słyszę samochód na szosie we wsi za równiną. Szczekanie psów dobiega z dala, odbijając się echem od ekranu drzew. Siedzę zaczarowany. No przecież to musi być film!

Późną nocą w pokoju na poddaszu, próbowałem sfotografować ćmę.  Odbijała się od nagiej żarówki. Było tak cicho, że słyszałem dźwięk migawki aparatu. Zaciekawiony zacząłem robić zdjęcia sufitu z przyłożonym aparatem do ucha. Wsłuchiwałem się coraz bardziej i bardziej… Nagle usłyszałem pracę układów elektronicznych w aparacie! Wrażenie z pogranicza słyszenia i czucia. Niezwykle intymne doznanie. Usłyszeć dźwięk przepływającego prądu? Odjebało mi po prostu i mam halucynacje ? to jedyne wytłumaczenie. Chyba po raz pierwszy w życiu mój umysł znalazł się w tak niezręcznej sytuacji. Na co dzień myślę racjonalnie, więc jeśli rzeczywiście zwariowałem to mam dwa wyjścia. Nikomu nic nie powiem albo po prostu przejdę do porządku dziennego z moim nowym, małym szaleństwem. Świr, któremu wydaje się, że słyszy i czuje jakieś tam dźwięki…

td1

Hong Kong na przystawkę! Brzmi nieźle. Stoję na moście, w dole autostrada. Nie można sobie wymarzyć lepszego miejsca na debiut. Dzielnica Kowlon i Fashion Walk. Miejsce szalone. Zawrót głowy gwarantowany. Czułem się tak, jakbym wieczorową porą w Ciechocinku połknął LSD. Oczy i mózg nie wyrabiają. Głowa za ciasna, za dużo obrazów, za dużo dźwięków. Miasto bez pytania gwałci każdą komórkę mojego ciała: przez oczy, przez uszy…

Ocieram się o ludzi, których dłonie są zrośnięte ze smartfonami. Nie mam smartfona, mam za to mikrofon. Nikt nie zauważy, tym ludziom i tak to nie robi różnicy. Zresztą nikt tak naprawdę nie patrzy. Tylko szybkie spojrzenia, jak mrugnięcie, potem z powrotem wpatrują się w robaczkowe znaczki na ekranach. Ulice koloru taniej galarety o smaku pomarańczowym. Brzmią pięknie, świeżo! Ja zaś szary, nieco zawstydzony, przeźroczysty.

Oczywiście cała ta historia działa się tylko w mojej wyobraźni. Tak naprawdę stałem gdzieś pod ścianą jednego z drapaczy chmur, nie dając się porwać tej rzece ludzi. Ućpany po uszy neonową rzeczywistością, nie byłem w stanie nic zrobić.

Kilka godzin później doszedłem nieco do siebie. Szok, jaki wywołuje Hong Kong, nieco minął, chociaż cierpki posmak nadal utrzymywał się pod językiem. Na trudnych do odczytania mapach odnalazłem zielony kwadrat. Zdaje się, że park. Tak! Wspaniałe miejsce, by dojść do całkowitej równowagi. Perwersyjnie proste linie wyznaczające ścieżki spacerowe. Równo przystrzyżona trawa salutuje każdemu bez względu na pochodzenie czy kolor skóry. Mi też. Trochę się boję. Brak tu miejsca na bylejakość i przypadek. Obok mnie staruszek rozciąga pomarszczone ciało. Gdy skończył, usiadł na ławce obok. Z torby wyciągnął flet, ja zdążyłem wyciągnąć mikrofon.

Później Wietnam. Taka daleka Rosja, tylko że Wietnam. Trudno w jednym zdaniu opisać jak brzmi. Kraj dynamicznej różnorodności, gdzie wspólnym mianownikiem na pewno są zapachy. Słodkie, kwaśne, świeże i te zgniłe. Miało być o dźwiękach, a ja o zapachach, ale jest ku temu ważny powód. Dźwięki w Wietnamie nie dają się inaczej przełożyć w opisie niż na zapach. Może dlatego, że wszystko tam jakoś pachnie, a czasem śmierdzi. Dźwięki też. Oto za konsolą didżejską stoją wszyscy mieszkańcy Da Nang i wszystko, co się tam znajduje. Choćby zwykła śmieciarka zachęca tanią melodyjką do korzystania z jej usług, zamiast zaśmiecać i tak już zaśmiecone ulice.

Dźwięki w Laosie wydały mi się nieco bardziej soczyste. Jakoś dawały łatwiej się nagrać. Skutery, klaksony, dużo klaksonów i kurz. Nocne życie na ulicach Vientiane nieco przygasało, ale miasto jeszcze nie śpi. Ściszony gwar, taki trochę jak od sąsiadów zza ściany. Przy skrzyżowaniu park, gdzie mnisi zorganizowali coś na kształt festynu. Na scenie modlący się ludzie. Dostrzegł nas jeden z nich i przyjaznym gestem zaprosił bliżej.

Gdy zaglądnę do pudełka z napisem ‘wspomnienia z dzieciństwa’ znajdę kilka perełek. Jedną z nich są kasety VHS z filmami wojennymi, które jako dzieciak oglądałem namiętnie. Pamiętam, na ziarnistym ekranie ubłoconego faceta z karabinem, który przemierza niebezpieczną dżunglę gdzieś w południowo-wschodniej Azji. Nie pamiętam, czy ktoś go gonił czy on kogoś. Filmowa dżungla z kasety VHS. Zapadła mi wtedy w pamięć. Oto jeden z mitów mojego dzieciństwa!td2

Ten obrazek powrócił do mnie po 15 latach, gdy po raz pierwszy sam znalazłem się w prawdziwej dżungli. Zorientowałem się, że w tych filmach  z dzieciństwa brakuje jednego dźwięku, który jest nieodłączną częścią zielonego piekła. Nikt mnie nie gonił, ale i tak poczułem się nieswojo. Wszystko za sprawą dźwiękowej tortury jaką serwują cykady. Upał, wilgotność i cykady. Co za piękna tortura!

Kilka lat później, z nagranych dźwięków podczas podróży, powstała mała biblioteka. Biblioteka darmowych biletów do najdalszych zakątków wyobraźni. Gdybym miał się jakoś zareklamować jako nietypowe biuro podróży, to pewnie byłoby takie hasło: “Spakuj fantazję.

Żyję już sobie tak kilkanaście lat z moim małym szaleństwem, z którego nie zwierzam się przyjacielowi przy piwie. To chyba jasne, że gdy ktoś mnie teraz spyta na powitanie ‘co słychać?? raczej będę milczał. Może odpowiem mrukliwie ‘w porządku’. Lepiej nie mówić wszystkiego od razu. Lepiej chyba milczeć i słuchać.

Autor: Marcin, Travelnauci 

Tylko dźwięk Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Travelnauci

Podróżnicy. Marcin i Dorotka w podróży dookoła świata!