Stolica street foodu Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Stolica street foodu

Od kilka lat uchodzi George Town za malezyjską stolicę street artu. Ale stolicą kulinarną jest od dekad.

Jak wspominałem w odcinku o historii Penag, trudno było znaleźć w dziewiętnastym wieku miejsce o zbliżonej różnorodności etnicznej. Dziś co prawda po Arabach czy Ormianach zostały tylko nazwy ulic, spotkany Niemiec albo Żyd będzie najpewniej turystą, jednak wciąż żyją tu obok siebie Chińczycy (to Malezja, ale właśnie ich jest na wyspie najwięcej), Hindusi i Malajowie, jak i już mniej liczni reprezentanci innych azjatyckich nacji.


Etniczna różnorodność przekładająca się na różnorodność kulinarną to jedno. Drugą rzeczą stanowiącą o statusie Penang jest niespotykana już nigdzie indziej w Malezji ilość ulicznych stoisk z jedzeniem, gastronomicznych targowisk, barów i restauracji. A jako że przyciągają one liczne grono turystów nie tylko z całego kraju, ale też z innych państw i kontynentów, z pewnością nie zaczną bankrutować i nie znikną. Nie w najbliższej przyszłości.

A co można zjeść? Najpowszechniejsza jest kuchnia chińska w przeróżnych jej odmianach. Znajdziemy więc pekińskie bułeczki, gotowane na parze i nadziewane mięsem, znajdziemy oparte na ryżu dania kuchni kantońskiej. Jest syczuańska wołowina, ostra piekielnie, są i mięsa podawane na słodko, po szanghajsku.

No i oczywiście dwie rzeczy, które mnie przynajmniej z kuchnią chińską kojarzą się najbardziej. Po pierwsze, azjatyckie pierożki o różnych kształtach i nadzieniach. Jedzone same jako przekąska, czyli dim sum, albo w połączeniu z ikoniczną rzeczą numer dwa, którą są oczywiście zupy. Zupy, w których pływać może wszystko, od pierożków właśnie, po owoce morza.

George Town posiada dzielnicę Little India, więc łatwo tu także o indyjskie danie, podane albo na tradycyjnej tacy, albo na jeszcze bardziej tradycyjnym, przynajmniej dla południowej części Indii, świeżo zerwanym liściu bananowca. Ten sposób serwowania posiłków, rozpowszechniony na Penang, zwie się vazhaillai. Ale znany jest także pod angielską nazwą banana leaf, po prostu.

Jeśli zamówimy coś na liściu, na pewno dostaniemy ryż. Jeżeli na tacy, zamiast niego będzie to raczej indyjskie pieczywo. Czapati, czyli cienkie, pszeniczne placuszki z mąki pszennej, pokryte sklarowanym masłem, albo drożdżowy chleb naan. Do tego sosy i warzywa, marynowane i pieczone mięsa, od kurczaka po jagnięcinę, a wszystko tak kolorowe i tak doprawione, jak nigdzie indziej.


Choć Malajów jest na Penang mniej niż Chińczyków i Hindusów, to w wielu miejscach zjeść można także coś z ich kuchni. W tym dwa sztandarowe dania: nasi lemak, oparty na ryżu gotowanym w mleczku kokosowym, oraz nasi goreng, ryż smażony z różnymi dodatkami, najczęściej warzywami i kurczakiem, czasem też z jajkiem.

A jeśli dobrze się rozejrzymy, znajdziemy też i zupełnie inne rzeczy. Zarówno azjatyckie, jak i europejskie czy nawet amerykańskie. Zupełnie serio muszę stwierdzić: jadłem w George Town doskonałe sushi i świetne hamburgery!

Stolica street foodu Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Daniel Nogal

Copywriter, redaktor, autor powieści.