Spitsbergen, czyli Arktyka w pigułce Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Spitsbergen, czyli Arktyka w pigułce

O Spitsbergenie Jarosław Kuźniar marzył od wielu lat i w końcu marzenie zostało spełnione. A teraz czeka nas powtórka! [zapisz się] Tak, Spitsbergen, największa wyspa Norwegii (archipelag Svalbard), położona na Morzu Arktycznym, nie jest oczywistym kierunkiem podróży. Na pewno nie załapiemy się tam na „last minute“. 

Spitsbergen – skąd takie marzenie?

No właśnie, dlaczego kraina tundry i lodowców, dzikiej przyrody i wielkich terenów tak bardzo pociąga? Przede wszystkim, chodzi o jej niedostępność. Tajemniczość i inność. Niepowtarzalność. Podróże to nie zawsze wakacje, ale nie trzeba wyłącznie odpoczywać, by wrócić ze świeżą głową i energią. Jarosław Kuźniar już od dawna wyznaje zasadę, że dalekie podróże, do miejsc, w których wi-fi nie zawsze działa, pozwala na niepowtarzalny reset. Uwolnienie się od pogoni za światem i pobycie z samym sobą.

 

 

Po co właściwie tam jechać? Miłośnicy Północy zapewne sami odpowiedzą: wrota Arktyki gwarantują niesamowitą przygodę. Styczność z czymś, czego jeszcze nigdy nie doznaliśmy.

Dla niektórych tam te rejony to jednak coś więcej niż tylko kierunek podróży. Mikołaj Golachowski, doktor nauk przyrodniczych, biolog oraz autor książek tak opowiada o swojej pierwszej styczności ze Spitsbergenem:

W rejonach polarnych pracuję od 17 lat, tylko najpierw to była Antarktyka, gdzie spędziłem dwie zimy, a później zacząłem pracować jako przewodnik i samemu poznawać coraz to nowe rejony. Szczególnie okolice Półwyspu Antarktycznego robiły na mnie wrażenie, bo to bardzo dramatyczne krajobrazy, ze strzelistymi górami, lodowcami itd. W Arktyce pracuję od 2007 roku i widziałem już sporo fascynujących miejsc, ale tego dramatycznego, pocztówkowego piękna mi brakowało. I nagle w 2010 trafiłem na Spitsbergen, także jako przewodnik na statku. To była rewelacja, bo wreszcie znalazłem się w miejscu, które krajobrazowo bardzo mi się kojarzyło z Antarktyką. Do tego oszałamiająca przyroda, oczywiście zupełnie inna od dalekiego południa, ale równie fascynująca. W Arktyce nie ma, rzecz jasna, pingwinów, ale za to są niedźwiedzie polarne i właśnie na Spitsbergenie jest ich najwięcej. Wsiąkłem tam bez reszty.

 

 

Pustynia Arktyki

Surowy północny klimat, zimny wiatr i zachmurzenie. Górzyste tereny, pokryte lodowcami, długa mroźna zima i krótkie, chłodne lato… Dzień polarny wyznacza tryb życia, określa również poruszanie się po terenie. Ziemia nie jest tu szczególnie przyjazna ludziom, ale człowiek, jak wiadomo, zawsze sobie poradzi. Spitsbergen to JEDNO Z najbardziej wysuniętych na Północ miejsc świata. I co najlepsze – dostaniemy się tam najzwyklejszym samolotem, fundując sobie najniezwyklejsze wakacje życia.

Co urzeka najbardziej? Ziemia, niezmieniona przez czas. Tu ludzie wciąż muszą walczyć o przetrwanie, nie korzystając ze wszystkich możliwych dobrodziejstw, jakie stworzono, kosztem przyrody.

Po Spitsbergenie można wędrować wiele dni i nikogo nie spotkać. Szczególnie zachwycające są góry – wędrówki będą na pewno inne niż te, które znaliście wcześniej.

 

 

Być może Spitsbergen to jedno z ostatnich miejsc na ziemi, które jest tak pierwotne, dzikie i czyste. Tutaj słowo wolność nabiera zupełnie nowego znaczenia. Przestaje być synonimem, metaforą. Staje się czymś namacalnym.

Przyroda patrzy na nas z góry

Spitsbergen to cudowne miejsce do obserwowania przyrody. Chyba nawet ciężko opisać, jak bardzo zachwyca i zdumiewa. Podróżując po Spitsbergenie, można spotkać renifery (a właściwie reny spitsbergeńskie) oraz lisy polarne. Wzdłuż wybrzeża zapewne napotkamy foki, morsy i białuchy. Oczywiście nie brakuje niedźwiedzi polarnych. Jeżeli dopisze wam szczęście, u wybrzeża dostrzeżecie również wieloryby i orki.

 

 

Miłośnicy ptactwa będą mogli podziwiać gatunki, które gnieżdżą się na ścianach skalnych i zboczach gór, czasem w koloniach liczących dziesiątki tysięcy par. Tereny zamieszkuje między innymi nurzyk polarny, mewa trójpalczasta i alczyk.

Można powiedzieć, że Spitsbergen to wyspa minimalistyczna. Nie znajdziemy tu bujnej roślinności, drzew, a jedynie bezkresne tereny, w okresie letnim porośnięte trawą.

Spitsbergen – czy to nadal nisza?

Zapytałam Mikołaja o to, jak zmienia się wyobrażenie o Spitsbergenie. Jeszcze kilka lat temu mało kto traktował ten rejon jako kierunek podróży. Teraz sporo się zmieniło.

Z roku na rok jest tam coraz więcej turystów, to prawda. Nie tylko jest stosunkowo blisko, zwłaszcza z Europy, ale też ma wiele do zaoferowania. Wspomniane już wrażenia przyrodnicze są ogromną atrakcją, a jednocześnie łatwiej się tam poruszać i nawet samemu zorganizować pobyt w oparciu o lokalne agencje, niż np.. na Grenlandii. Grenlandię uwielbiam, ale tam przemieszczać się można właściwie tylko statkiem lub samolotem, chyba, że się jest wyczynowcem trawersującym lodowiec. Co jednak nie znaczy, że zjawiają się tam tłumy. Tłumy wciąż ciągną na plaże wokół Morza Śródziemnego, a Arktykę nie każdy docenia.

 

 

Być może tak jest lepiej. Trudno sobie wyobrazić oblężony Spitsbergen, który jednak wciąż rządzi się swoimi prawami. Skoro jednak chcemy spełnić marzenie, jak się do tego przygotować? Mikołaj podpowiada:

To zależy co zamierzamy robić i kiedy się tam wybieramy. W lecie jest stosunkowo ciepło i nie trzeba brać ekstremalnych ubrań. Co innego w zimie, kiedy temperatury spadają nawet do -30. Jeśli planujemy jazdę na skuterach śnieżnych czy psimi zaprzęgami, dochodzi do tego czynnik chłodzenia wiatrem. Wtedy ciepłe ciuchy to podstawa. Przed własnym, niezależnym wyjazdem, musimy nauczyć się strzelać z broni palnej, bo tam wszędzie trzeba się z nią poruszać, ze względu na niedźwiedzie. Jeśli jednak skorzystamy z szerokiej oferty turystycznej, zajmą się tym przewodnicy.

 

 

Nikt lepiej nie zarekomenduje Arktyki niż Mikołaj Golachowski.

Moim zdaniem Spitsbergen to taka Arktyka w pigułce. To nie tylko niesamowite krajobrazy i największe na świecie zagęszczenie niedźwiedzi polarnych. Są tam też niesamowite kolonie ptaków morskich, morsy i sporo różnych waleni. Co roku spotykam białuchy, co roku też widuję największe zwierzęta w historii Ziemi, czyli płetwale błękitne. Oczywiście gwarancji nie ma żadnej, bo to dzikie zwierzęta, ale tym bardziej jest to ekscytujące. Jeśli ktoś chce tylko raz trafić do Arktyki, czy w ogóle w rejony polarne, Spitsbergen jest idealny. Wiąże się to jednak z pewnym niebezpieczeństwem, którego ofiarą sam padłem. Kto raz pojedzie w rejony polarne, będzie tam ciągle chciał wracać.

I właśnie dlatego warto spełniać marzenia. Nawet te, które wydają się tak odległe!

 

_

 

Tekst ukazał się pierwotnie w dodatku Newsweek Travel.

Spitsbergen, czyli Arktyka w pigułce Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Danuta Awolusi

Redaktor goforworld.com. Pisarka i copywriterka. Więcej na www.danuta-awolusi.com