Sekunda w Toledo Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Sekunda w Toledo

W Toledo byłem dotychczas raz. Obiecałem sobie, że będę tam wracał. Póki co mogę wracać w myślach. Oto, co pamiętam. Niespecjalnie pamiętam dworzec autobusowy w Toledo, a przecież musiałem na nim wysiąść. Pamiętam dworzec w Madrycie, na którym wsiadałem do autobusu. Pamiętam sam autobus i widoki z okna. Nie pamiętam końca drogi, a każda droga ma dwa końce.

Pamiętam za to spory i zadbany park, który rozciąga się zaraz pod murem z czerwonej cegły otaczającym starą część Toledo. Pamiętam, że leżałem w nim na trawie i obserwowałem ptaki. Byłem zestresowany, bo za chwilę wyjeżdżałem z Toledo, a nieco później opuszczałem w ogóle Hiszpanię. Byłem też nieco zmęczony, bo szwędałem się po ciasnych uliczkach starego Toledo, przez dobre kilka godzin w palącym słońcu.st1Zanim jednak rozłożyłem się w parku, musiałem wysiąść z tego autobusu z Madrytu. Gdziekolwiek by to nie było, to dotarłem do bramy starego miasta chyba dość szybko. Wspinałem się pod górę dzielnie, a gdzieś w dole – wiła się rzeka Tag, o której istnieniu jeszcze nie miałem wtedy pojęcia. Po mojej prawej stronie piętrzyły się zabytkowe budynki z czerwonej cegły, a dwa wybijały się na tle nieba szczególnie ? zamek Alkazar i katedra. Kiedy odwróciłem się w lewo widziałem morze (chyba przesadzam ? jezioro) dachów. W Toledo mieszka ponad 90 tysięcy osób, ale w okolicy starego miasta tego nie widać. Jeśli gdzieś toczy się życie typowe dla sporego miasta, przez zakorkowane ulice przebiegają nerwowo zestresowani panowie w garniturach i z neseserami, to gdzieś w dole. Tutaj, na wzgórzu, Toledo jest synonimem ciszy. Chyba że nadejdzie sezon turystyczny. Wtedy Toledo jest synonimem turystów.st2Latem turyści przejmują władzę nad miastem. Ale wiosna oddaje Toledo w łaskawe ręce mieszkańców. Powiedzieć, że życie w tym czasie toczy się tu bardzo niespiesznie to nie powiedzieć nic. To być może jedno z ostatnich miejsc na świecie, w którym mieszkańcy wychodząc z domów, by załatwić codzienne sprawunki zatrzymują się na ulicach, rozmawiają ze sobą i to raczej nie o wielkiej polityce, wydarzeniach po drugiej stronie świata, najnowszych trendach czy premierach kinowych. Rozmawiają o prawdziwym życiu. A prawdziwe życie toczy się tu w zakamarkach, nie na placach. Nawet weselnicy, którzy opuszczali świątynie otaczając piękną pannę młodą i zakochanego w niej pana młodego niespiesznie przemykali do jednego z ogrodów, by we własnym gronie cieszyć się nową rodziną.st3Dosłownie za rogiem od świątyni swój malutki lokal otworzył Niemiec. Nie pamiętam jego imienia, pamiętam, że miał na przedramieniu wytatuowany słynny logotyp Route 66. Wewnątrz lokalu znalazło się miejsce na dwa stoliki i lodówkę z napojami i lodami. Na zewnątrz było znacznie przyjemniej. Dwa nieduże stoliki były osłonięte wielkimi parasolami. Przy jednym z nich, samotnie popijając calimocho, siedział starszy pan. Przepraszam, nie samotnie ? w klatce, którą postawił obok swojego krzesła, na metalowym drążku raźno podskakiwał sobie kanarek. Śpiewał przy tym tak głośno, że chwilami nie słyszeliśmy siebie nawzajem, a nie mogliśmy podnosić głosu. Jakoś nie wypadało. W Toledo czuliśmy się trochę jak w kościele. Może to przez te wysokie mury z czerwonej cegły?

st4Paradoksalnie, dzięki przeniesieniu w 1561 roku stolicy do Madrytu, Toledo zachowało swój urok i nie zamieniło się w nowoczesną metropolię. Dzięki temu jest dziś tętniącym życiem ośrodkiem turystycznym i centrum kultu religijnego. W pięknie zachowanym starym centrum miasta nie uświadczy się nawet cienia nowoczesnej zabudowy. Wszystko, co powstało w ciągu ostatnich kilkuset lat, powstało za murami ochraniającymi starówkę.

st5Cała toledańska starówka jest jednym wielkim zabytkiem i w całości została wpisana na stosowną listę UNESCO. Nad nią górują jednak dwa najbardziej charakterystyczne budynki ? Alkazar, czyli XI-wieczna twierdza, wybudowana na samym szczycie wzgórza, na którym powstało Toledo, oraz XIII-wieczna katedra, zbudowana tuż przy niewielkim placyku. Zapraszamy na wycieczkę.

st6st7

Tekst i zdjęcia: Jakub Milszewski

Tekst opublikowany w ramach współpracy

anywhere_logo