Rodzina z plecakiem Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Rodzina z plecakiem

Rodzina z plecakiem. Taka, która wybiera się wszędzie razem, także w dalekie podróże. Ich doświadczenie daje do myślenia: „To wspaniałe na przykład jak małe dziecko otwiera serca ludzi w innych krajach i sprawia, że nawiązujemy z nimi kontakt łatwiej i głębiej niż kiedykolwiek”. Jaka jest ich recepta na wyprawy? Czytajcie na goforworld.com

GFW: Latanie z dzieckiem. Udręka czy frajda? Można czy nie można? Nasłuchałam się już tylu teorii, że właściwie ciężko powiedzieć, co jest realnym `zagrożeniem`, a co jedynie utyskiwaniem rodziców…

Kuba: Latanie z dzieckiem wywołuje u wielu osób obawy, co jest zrozumiałe i z nami na początku było podobnie. Istnieje na przykład ryzyko potencjalnych problemów zdrowotnych (kto wie, czy malucha nie bolą przypadkiem uszy od zmiany ciśnień), ale to raczej nie najważniejszy czynnik. Wydaje nam się, że największym koszmarem skutecznie odstraszającym wielu rodziców jest ryzyko, że dziecko będzie w samolocie „niegrzeczne”, albo nawet zrobi histerię (i jak ja wtedy spojrzę w oczy tym wszystkim pasażerom!). Tych, co się boją, uspakajamy, że podczas wszystkich trzydziestu przelotów z małym Bronkiem tylko raz zdarzyło nam się poczuć dreszczyk emocji.

Maja: To był krótki lot do Barcelony, a Broniu miał wtedy zaledwie cztery miesiące. Cała podróż do Hiszpanii składała się z czterech lotów (przesiadka w Monachium) i nasz synek rozkleił się podczas tylko jednego z nich. Nie wiemy dlaczego akurat wtedy Bronek tak źle przeżył lot i lądowanie, choć prawdopodobnie nie miało to wiele wspólnego z samym lotem. Nigdy więcej nie miał już takich doświadczeń, a każdy następny lot był coraz lepszą zabawą. Pierwsza podróż do Azji poszła już gładko (Bronek miał wtedy czternaście miesięcy). Większość czasu przespał lub bawił się z zapoznanym kolegą na podłodze w przejściu. Podczas tamtej podróży odbyliśmy osiem lotów i za każdym razem było w porządku.

GFW: Jakie są wasze metody na to, żeby podróż z dzieckiem (nie koniecznie samolotem) była bezpieczna i… przyjemna?

Kuba: Nie kryje się za tym żadna tajemnica, ani Bronek nie jest pod tym względem jakimś szczególnym przypadkiem. Przede wszystkim znamy swoje dziecko: jego możliwe nastroje, co lubi a co nie, jak wyglądają wczesne sygnały nadchodzącego niezadowolenia i dzięki ciągłej uważności i empatii możemy szybko reagować na Jego potrzeby tak, by podróż była przyjemna. Jasne, że wymaga to sporo energii od nas, ale czego się nie robi dla szczęścia swojego dziecka i całej podróży!

Maja: Odkąd Bronek ma już swoje własne miejsce w samolocie, latanie to czysta przyjemność. Ulubione autko, książeczki, karty z zagadkami dla najmłodszych oraz specjalne gadżety dla dzieci zapewniane przez większe linie lotnicze sprawiają, że czas mija niepostrzeżenie. Najbardziej pomocne jest to, że dziecko, które skończyło dwa lata, jest już zazwyczaj zainteresowane samym faktem przebywania w samolocie, co warto wspierać. Bronek na przykład pilnuje skrupulatnie, kiedy można rozpiąć pasy, a kiedy trzeba je zapiąć i zamknąć stoliki przed lądowaniem. Studiuje też kartę z instrukcjami bezpieczeństwa i każe sobie tłumaczyć, co przedstawia każdy obrazek. A jeśli lot przypada w nocy lub w porze Jego drzemki, to najczęściej po prostu śpi.

GFW: Jesteście rodziną z plecakiem. Gdzie udało się wam wspólnie zawędrować?

Kuba: Zaczęliśmy podróżować jeszcze jako para przed narodzinami Bronka. Odbyliśmy wtedy między innymi półroczną podróż dookoła świata. Pierwszy lot z czteromiesięcznym Bronkiem do Barcelony był po to, by sprawdzić jak On i jak my reagujemy na podróżowanie w nowych okolicznościach. Kolejna podróż była już daleka, bo do naszej ukochanej Azji. Bronek miał wtedy czternaście miesięcy i poleciał z nami na trzy tygodnie do Singapuru, Malezji i Indonezji. To wtedy nabraliśmy pewności, że nic złego naszemu dziecku nie robimy, a wręcz odwrotnie, zapewniamy mu mnóstwo wspaniałych wrażeń. W końcu nadszedł czas na coś naprawdę wielkiego. W grudniu ubiegłego roku (dokładnie w piątą rocznicę naszej podróży dookoła świata), wyruszyliśmy do Azji na cztery miesiące. Zaczęliśmy od Filipin, gdzie przez dwa miesiące poznawaliśmy uroki życia na kilku tamtejszych wyspach. Potem była Tajlandia, w której większość z zaplanowanego półtora miesiąca spędziliśmy na północy w prowincji Chiang Mai. Na koniec dwa tygodnie w Japonii i objazd po najważniejszych japońskich miastach.

GFW: Z rodziną podróżuje się lepiej niż w pojedynkę?

Kuba: Ani lepiej ani gorzej. Z rodziną podróżuje się po prostu inaczej. To prawda, że podróżując z Bronkiem jesteśmy w stanie zwiedzić mniej niż kiedyś, rzadziej się też przemieszczamy z miejsca na miejsce. Wiemy jednak, że w zamian zyskujemy dużo całkowicie nowej jakości, która dotyczy zarówno naszych rodzinnych relacji, jak i interakcji z otoczeniem, które w trakcie podróży odwiedzamy. To wspaniałe na przykład jak małe dziecko otwiera serca ludzi w innych krajach i sprawia, że nawiązujemy z nimi kontakt łatwiej i głębiej niż kiedykolwiek. To z kolei zmienia esencję naszej podróży: ze zwiedzania miejsc i atrakcji turystycznych na zbieranie doświadczeń w relacjach z ciekawymi ludźmi.

Maja: Oczywiście jest też druga strona medalu, gdyż przebywanie ze sobą przez 24 godziny na dobę i ciągłe myślenie o potrzebach dziecka bywa czasami męczące. Wystarczy sobie jednak uświadomić, że większość życia od poniedziałku do piątku spędzamy osobno widując się przez godzinę rano i przez trzy wieczorem, by zacząć bardzo szybko doceniać te niedługie okresy wspólnego podróżowania.

GFW: Czy jest jakaś rada dla rodziców bojących się podróżowania z pociechami?

Kuba: Nie lubimy dawać rad w tej sprawie, gdyż sytuacja każdej rodziny może być bardzo indywidualna. Gdybym miał jednak coś zasugerować, to przede wszystkim żeby zastanowić się dokładnie, co powoduje nasze obawy. Czy na przykład podróżowanie z dzieckiem, czy może podróżowanie w ogóle? Czy to, że dziecku będzie źle, czy to że będzie nam wstyd przed innymi, jak będzie niezadowolone? Gdy już wiemy dokładnie czego się boimy, spróbowałbym metody małych kroczków, która pozwoli nam oswoić swoje lęki. Czyli na przykład na początek krótki lot w Europie. Najprawdopodobniej okaże się wtedy, że nie było wcale tak strasznie i następnym razem odważymy się na więcej, czyli lot międzykontynentalny.

Maja: Ważne jest też, by znać siebie i swoje dziecko, co nam pomaga, a co przeszkadza i tak zaplanować podróż, by na przykład zminimalizować ryzyko dużego przemęczenia. Jeśli czeka nas bardzo długi lot, może warto ustawić go w godzinach nocnych, aby dziecko go  przespało, nawet jeśli kosztuje to odrobinę więcej. Jeśli wiemy, że częste zmiany miejsc w obcym kraju działają niekorzystnie na samopoczucie malca, może warto spędzić więcej czasu w jednym miejscu, albo generalnie mieć stałą bazę wypadową i robić sobie w inne miejsca tylko jedno lub dwudniowe wycieczki.

Kuba: Ponadto szukajmy we wszystkim atrakcji dla naszej pociechy: w locie samolotem, w przebywaniu na lotnisku, czy w zwiedzaniu nowego miasta. Chodzi o to, by nasz mały podróżnik czuł się pełnoprawnym członkiem wyprawy i mógł czerpać satysfakcję z nowych doświadczeń. My przykładowo, jeśli spędzamy w większym mieście (takim jak Bangkok czy Singapur) kilka dni, zawsze organizujemy odwiedziny w zoo, oceanarium lub innym miejscu, które Bronek bardzo lubi i zapamiętuje na długo. Dzięki temu wszyscy czujemy się spełnieni i wspólne podróżowanie nie kojarzy nam się już ze stresem, wręcz przeciwnie: zamienia się w wielką przyjemność.

 

Z Rodziną z Plecakiem rozmawiała Danuta Awolusi