Podróż nigdy nie jest samotna Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Podróż nigdy nie jest samotna

Zamiast opowiadać o Marzenie, autorce książek i podróżniczce, podsunę jej słowa o doświadczeniu podróży: ?Człowiek staje się wrażliwszy na innych, biedniejszych, mających gorzej, żyjących w trudniejszych warunkach, i bardziej docenia to, co ma. Ja zrozumiałam, że trafiłam szóstkę w lotka ? bo urodziłam się na bogatym Zachodzie, mogłam się uczyć, jestem zdrowa, los dał mi szansę, żebym mogła robić to, co chcę. Wielu ludzi na świecie o takiej szansie może tylko śnić.? Marzena Filipczak ma w zanadrzu więcej takich refleksji.

Nepal: widoki na wędrówce dookoła masywu Annapurny

 

GFW: Samotna kobieta w podróży. Podobno nie może zaznać spokoju, bo lokalsi oferują pomoc i zawsze się martwią? To prawda?

Marzena Filipczak: To zależy od kobiety i od miejsca, w które jedzie. Bo jeśli jedzie po raz pierwszy, na przykład do Azji Południowo-Wschodniej ? co zdarza się najczęściej ? raczej się z tym nie spotka. Ktoś, kto zaczyna podróżować, zwykle jest zachowawczy, nieufny, nie rzuca się na wszystko, ostrożnie przyjmuje zaproszenia od obcych, boi się ich. To dość naturalny objaw, ja też taki miałam. Poza tym poruszałam się od hotelu do hotelu, w popularnych turystycznie rejonach, gdzie widok dziewczyny z plecakiem nie jest niczym nadzwyczajnym. Owszem, ludzie mi chętniej pomagali, częściej uśmiechali się, byli życzliwi ? np. kierowca wrzucał mi plecak na dach autobusu, a recepcjonista załatwiał wiadro ciepłej wody, żebym mogła umyć włosy, na co raczej nie mógłby liczyć chłopak ? ale to była taka ?zwykła? grzeczność.
Rzecz ma się inaczej, kiedy człowiek oswoi się już z podróżami, a do tego ? ruszy w kierunkach znanych z gościnności i serdeczności. Rosja, Azja Środkowa, Bliski Wschód, Kaukaz, Iran ? nigdzie i nigdy nie czułam się tak zaopiekowana jak tam, choć wiele z tych miejsc uważanych jest za nieprzyjazne kobiecie. Jednak oddanie się w opiekę tamtejszych miejscowych jest jak skok na głęboką wodę, bo trzeba się liczyć z tym, że będą mnie przekazywać sobie z rąk do rąk i decydować, co dla mnie dobre. W Karakałpacji, autonomicznej republice Uzbekistanu, pewnej niedzieli chciałam zobaczyć twierdze na pustyni. ? Świetny pomysł, też chętnie pojedziemy, bo dawno nie byliśmy ? przyklasnęła mi rodzina, u której gościłam. Następnego ranka zapakowaliśmy siebie, kuzynów i sąsiadów do minibusa, kupili górę prowiantu, ruszyli w kierunku pustyni i? wylądowali nad rzeką. Rodzina uznała, że w taki upał lepiej dla mnie będzie odpocząć nad wodą niż jeździć po twierdzach. W ten sposób spędziłam z nimi cały dzień na pikniku nad Amu Darią. Podobnych sytuacji było na pęczki.

Uzbekistan: jedna z medres w Bucharze

 

GFW: Co znajdujesz w samotnych podróżach?

Marzena Filipczak: O nich można powiedzieć wszystko z wyjątkiem tego, że są samotne, bo znajduję w nich głównie ludzi. Kiedy wyjeżdżałam z kimś, przebywałam przede wszystkim z tą osobą, tworzyliśmy grupę, a grupa ? nawet najmniejsza ? skupia się na sobie. Kiedy jestem sama, mam większą potrzebę, żeby wyjść do ludzi ? bo mi się nudzi, bo o wszystko muszę zapytać sama zamiast liczyć na towarzysza podróży, bo nawet idąc do toalety nie mogę zostawić bagażu, tylko poprosić babcię klozetową albo przypadkową osobę, żeby popatrzyła na mój plecak. Z drugiej strony: miejscowym też łatwiej mnie zaczepić, bo nie onieśmielam ich swoim towarzystwem.
Takie podróże nie spodobają się jednak każdemu. Jeśli ktoś nie lubi przebywać sam ze sobą, źle się czuje bez towarzystwa w kinie czy restauracji, raczej nie odnajdzie się też w podróżach solo. Z kolei jeżeli się odnajdzie, raczej nie wróci do wyjazdów stadnych. Pamiętam, jak rok temu szłam dookoła Annapurny. Pokonanie całej trasy ? bez posiłkowania się dojazdami dżipami ? zajmuje około trzech tygodni. Ponieważ kolejne dni i odcinki wyznaczają miejscowości, w których znajdują się lodge, wieczorami spotykałam mniej więcej tych samych ludzi mijanych w drodze albo znanych z poprzedniego noclegu. Kilkoro z nas wędrowało samotnie. Wieczorami zjadaliśmy razem kolację, czasem gdzieś wychodziliśmy, ale następnego ranka mówiliśmy sobie ?do zobaczenia? i każdy ruszał na wędrówkę sam. Było to dla nas zupełnie naturalne i żadnemu do głowy nie przyszło, żeby dołączyć do innego. Jedynie przed przełęczą Thorong La, najwyższym punktem na trasie (5416 m.n.p.m.) jedna Amerykanka zdecydowała się dołączyć do dwóch kolegów. Też się zastanawiałam nad doklejeniem się do jakiejś grupy, ale jak się okazało, było to zupełnie niepotrzebne ? z ostatniego noclegowiska i tak wszyscy wychodzili mniej więcej o tej samej godz. 5-5.30, praktycznie cały czas widziałam więc jakichś ludzi przed albo za mną. I znowu zadziałała magia kobiety w pojedynkę, bo wszyscy pytali, czy ze mną wszystko ok (w sensie: czy czuję się dobrze z powodu wysokości)? Co ciekawe, najwięcej było turystów z Iranu i przełęcz przeszłam w towarzystwie tamtejszych Kurdów, którzy wcześniej zaopiekowali się podróżującą solo kobietą z Teheranu.

Iran: na placu Imama w Isfahanie

 

GFW: Uważasz, że mężczyźni i kobiety podróżują inaczej? Różnią ich emocje? Czy założony cel?

Marzena Filipczak: Nie wiem, bo nie jestem mężczyzną, ale wydaje mi się, że to raczej zależy od człowieka, a nie od płci. Uogólniając można powiedzieć, że panowie są bardziej ambitni, koniecznie chcą zrobić, co założyli, nie patrząc na warunki, przez co łatwiej wpadają w kłopoty. Dziewczyny podchodzą do tego ostrożniej, są wrażliwsze, spotkałam wiele, którym trudno było poradzić sobie z otaczającą je rzeczywistością: obdartymi dziećmi, wychudzonymi psami, biedą. Świat widziany z bliska, owszem, pachnie przyprawami, jest kolorowy i egzotyczny jak na obrazkach i w wyobrażeniach, ale ma też inne ? codzienne i zwyczajne ? oblicze. Ale to generalizacja, bo widziałam chłopaków załamujących ręce nad bezdomnymi psami i dziewczyny, które parły na przód wbrew ostrzeżeniom, radom, otoczeniu ? byle zrobić, co założyły.

Zambia: spotkanie w czasie spacerów w okolicy ośrodka Tikondane

 

GFW: Które miejsce wspominasz szczególnie? Które jakoś cię zmieniło?

Marzena Filipczak: Pamiętam raczej ludzi, i to bardzo różnych. Oramiańską gospodynię, która zaprosiła mnie na noc i oddała miejsce u swojego boku w łóżku ? choć w domu były wolne pokoje ? uznając je za najlepsze: w dębowym łożu, wykrochmalonej pościeli i ze stosem poduszek. Dla niej naturalne było, że gościowi oddaje się to, co najlepsze. Młodą Uzbeczkę, którą poznałam w pociągu z Kazachstanu ? wracała z trzymiesięcznej ?zarabotki?, czyli pracy zarobkowej, a zarabiała na pół wesela siostry. Chciała w ten sposób odciążyć brata, bo w rodzinie nie było już ojca i to on płacił za wesela swoich czterech sióstr. Zostałam oczywiście na nie zaproszona – trwało trzy dni. Turkmeńskich drobnych przemytników spotkanych na przejściu z Iranu. Przemycali papierosy i ciastka z kremem, bo na nich było największe przebicie. Spędziłam u nich cztery z pięciu dni, na jakie pozwalała moja wiza tranzytowa, ale nie żałuję ani jednego, bo dzięki temu mogłam dotknąć choć trochę zamkniętego na świat Turkmenistanu – także Aszchabadu, surrealistycznego miasta zbudowanego na środku pustyni z marmuru, w którym mieszkania w blokach miały wielkość kościołów. Ludzi z Tikondane, ośrodka aktywizującego miejscowe kobiety i pomagającego im znaleźć pracę, dzięki czemu mogły utrzymać rodziny. Znajduje się on na zambijskiej wsi, w której z punktu widzenia turysty nie ma nic ciekawego, a ja zatrzymałam się tam na chwilę, odpocząć po dobie jazdy autobusami epicką drogą z południa kraju znad wodospadów Wiktorii. Miałam przespać noc, zostałam kilka dni: jeździłam po wsiach rowerem pożyczonym od jednego z podopiecznych, testowałam smak dżemów i spaghetti dla amerykańskich lekarzy-wolontariuszy w niedalekim szpitalu (ktoś wpadł na pomysł, żeby ośrodek w ten sposób zarabiał, ale ponieważ dania te były dla miejscowych zupełnie obce, trzeba je było ocenić i dopracować), poszłam z kucharzami na koncert bożyszcza tłumów ? zespołu Skeffa Chimoto z sąsiedniego Malawi. Mało tego, próbowałam z nimi śpiewać, bo ktoś mnie wepchnął na scenę.

Herbatka u Beduinów na jordańskiej pustyni Wadi Rum

 

Jeżeli chodzi o same miejsca, najlepiej pamiętam chyba Islandię, bo lubię przestrzenie. Szłam przez nią w poprzek najdłuższą drogą Sprengisandur, przez pustynię z pyłów i lawy, z wulkanami i lodowcami majaczącymi w tle. Trenowali tu kosmonauci przed misją Apollo, bo NASA uznała, że nigdzie na Ziemi nie ma warunków bardziej zbliżonych do księżycowych. Godzina, druga, dzień, następny – wokół nie było nic poza czarną pustką. Uparcie wchodziłam na każde kolejne wzniesienie wierząc, że za nim coś zobaczę, bo przecież w końcu coś tu musi być. Wtedy zrozumiałam ciekawość, która gnała Kolumba i innych odkrywców w nieznane.
Nie wierzę, że jedno miejsce, jeden człowiek, czy spotkanie może całkowicie zmienić czyjeś życie, choć na pewno może być katalizatorem, jeśli ktoś już o zmianach myśli ? nawet głęboko i bojąc się do tego przyznać przed samym sobą. W podróżach raczej zmieniają kolejni spotkani ludzie i miejsca. Jak? Człowiek staje się wrażliwszy na innych, biedniejszych, mających gorzej, żyjących w trudniejszych warunkach, i bardziej docenia to, co ma. Ja zrozumiałam, że trafiłam szóstkę w lotka ? bo urodziłam się na bogatym Zachodzie, mogłam się uczyć, jestem zdrowa, los dał mi szansę, żebym mogła robić to, co chcę. Wielu ludzi na świecie o takiej szansie może tylko śnić.

Uganda: we wsi wypędzonych z lasów pigmejów Batwa

 

GFW: Piszesz dla kobiet. Twoja najnowsza książka ?Rozważnie i romantycznie? ma ośmielić kobiety do podróżowania. Myślisz, że wciąż mają z tym problem?

Marzena Filipczak: Mam dużo spotkań z czytelnikami, znam inne podróżujące dziewczyny, rozmawiamy, i mamy takie same spostrzeżenia: pierwsze pytania, jakie nam zwykle zadają, brzmią ?Czy się nie boisz?? i ?Czy samej jest bezpiecznie??. Oczywiście te, które pojechały, śmieją się z nich, ja też się zresztą dziś śmieje ze swoich strachów przed pierwszym wyjazdem, ale wiem, że gdybym znowu miała zaczynać, bałabym tego samego, co wtedy i szukała odpowiedzi na te same pytania. Jasne, że przez tę dekadę podróże stały się dużo popularniejsze, łatwiejsze, tańsze, ale też pytanie – o jakich podróżach mówimy? Do wyjazdów do Azji Południowo-Wschodniej czy na krótkie wypady do miast raczej nie trzeba już ośmielać. Ale już o Iran ? ostatnio bardzo popularny ? Azję Środkową, czy Afrykę, pojawia się wiele pytań. Jeszcze więcej jest pytań typowo praktycznych, odnoszących się do zachowania w konkretnych sytuacjach w czasie kobiecych podróży. Np. ? Czy dziewczyna może sama jeździć autostopem i co zrobić, żeby był dla niej bezpieczny? Jak sobie poradzić z natrętnymi panami i czy warto nosić fałszywą obrączkę? Czy polecane często na pierwszy wyjazd Maroko i Gruzja, będą dobrym wyborem także dla kobiet bez męskiego towarzystwa? Co to znaczy skromny strój ? czy rękaw do łokcia i spodnie rybaczki mieszczą się w tym pojęciu? Jak upiąć chustę, żeby nie spadła z głowy i czy zamiast hidżabu można nosić bluzę z kapturem? Ale też brzmiące banalnie: Jak umyć włosy na wędrówce, w ogóle jak się umyć kiedy nie ma wody, wysikać na płaskim terenie w czasie wycieczki dżipami, kiedy wokół nie ma ani jednego krzaczka i czy wszędzie na świecie można bez problemu kupić podpaski?

Malawi jest uważane za jeden z najbezpieczniejszych krajów czarnej Afryki

 

Takich pytań zadawano mi całe mnóstwo. W ?normalnych? przewodnikach nie ma na nie odpowiedzi, bo autorów – mężczyzn czy par – zwyczajnie one nie dotyczą albo nie zauważają oni pewnych rzeczy, bo nie muszą. Stąd się wzięła ta książka. Wymyśliłam ją już kilka lat temu, ale napisałam dopiero teraz, bo potrzebowałam doświadczenia i sprawdzenia w różnych sytuacjach jak się zachować, ubrać, co kupić i gdzie tkwią prawdziwe zagrożenia.

Podróż nigdy nie jest samotna Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Marzena Filipczak

podróżniczka, autorka książek o samodzielnym podróżowaniu, współpracuje z magazynami podróżniczymi i kobiecymi. Zawsze podróżuje w pojedynkę, bo uważa, że w ten sposób wszystko odczuwa się "bardziej". W ten sposób przemierzyła m.in. subkontynent indyjski, Azję Południowo-Wschodnią, Azję Środkową (w tym zamknięty na świat Turkmenistan i miasta na dawnym Jedwabnym Szlaku), Bliski Wschód (Iran, Kurdystan w granicach Turcji i Iraku, Jordanię i inne), Kaukaz, wielokrotnie Skandynawię i Bałkany, wędrowała przez Himalaje i Islandię, biwakowała w namiocie w afrykańskich parkach narodowych. Bibliografia: „Jadę sobie”, „Lecę dalej”, „Między światami”; nakładem wydawnictwa Pascal właśnie ukazała się jej czwarta książka „Rozważnie i romantycznie. Poradnik dla podróżujących kobiet”. Więcej na marzenafilipczak.pl