Niedziela w Hongkongu Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Niedziela w Hongkongu

Niedziela to na wyspie Hongkong dzień niezwykły. Dzień, w którym tutejsze parki i ulice zagarnięte zostają przez kobiety z Filipin i Indonezji. Przez setki tysięcy kobiet.

Tak konkretniej, to jest tych pań nieco ponad trzysta tysięcy, mniej więcej pół na pół, jeśli idzie o narodowość. Wszystkie pracują jako pomoc domowa, wszystkie wolny czas mają tylko w niedzielę i na tej obcej ziemi spędzają go zawsze w gronie rodaczek. Indonezyjki biorą we władanie Victoria Park i okolicę, Filipinki zaś zajmują place i chodniki dzielnicy finansowej, rozkładając maty i kartony u stóp drapaczy chmur, hoteli i banków. Tak, próbowano je kiedyś stąd przegonić, ale filipińskie kobiety łatwo się nie poddają.

Indonezyjki, widać to od razu, są lepiej zorganizowane. Pokazują się w strojach z różnych regionów ojczyzny, prezentują tradycyjne tańce, razem się gimnastykują, uprawiają sport. Filipinki zaś… Filipinki to chaos i żywioł, krzyk i śmiech. Słychać je z daleka, z bardzo daleka. A że są prawie wszędzie, słychać je nieustannie. Nie zagłuszają ich nawet „Ding Dingi”.

Zaczęło się u progu lat osiemdziesiątych. Hongkong rozwijał się szybko, wszyscy mieli pracę, tymczasem na Filipinach było dokładnie odwrotnie. Dlatego to właśnie filipińskie kobiety zaspokoiły tutejszy popyt na pomoc domową, zaczęły gotować, sprzątać i opiekować się dziećmi w tysiącach domów zapracowanych tubylców.

Z roku na rok przybywało ich coraz więcej. Rozstawały się z przyjaciółmi i rodzinami, często z mężami i dziećmi, z ojczystą kulturą. Od początku lgnęły więc tu do siebie w jedyny wolny dzień. Pieniędzy, jakie udawało im się odłożyć, nie chciały marnować na restauracje czy kino, jadły więc i bawiły się na ulicach. Czemu nie zajęły sobie parków, choć o parę lat wyprzedziły Indonezyjki? Nie sposób zgadnąć.

Hongkońskie życie filipińskich i indonezyjskich kobiet nie jest łatwe i nie chodzi tylko o niedobór wolnego czasu. Tutejsze gazety często piszą o tym, co je spotyka – o rasizmie i złym traktowaniu, fatalnych warunkach socjalnych, oszustwach ze strony agencji pracy, a nawet o molestowaniu przez pracodawców. Ale one i tak nie chcą wracać na Filipiny i do Indonezji, gdzie nie zarabiałby nawet ćwierć tego co tutaj. Więc przez sześć dni zaciskają zęby, a siódmego dnia śmieją się i bawią.

By jednak nie tworzyć mylnego obrazu, dodać muszę, że w niedzielę Chińczycy nie chowają się po domach, barach i centrach handlowych. Przynajmniej nie wszyscy. Dlatego natknąć się też można na wiele ulicznych atrakcji niezwiązanych z Filipinami czy Indonezją. Ot, na przykład na… koncerty orkiestr szkockich.

Niedziela w Hongkongu Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Daniel Nogal

Copywriter, redaktor, autor powieści.