Nie tylko kangury... Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Nie tylko kangury…

Trafiłam tu w sumie przez przypadek, zamieszkałam przez jeszcze większy? Zakochałam się. I w kraju, i w człowieku. Od dwóch lat mieszkam i podróżuję po Australii. I nie mogę przestać się zachwycać, bo Australia to kraj pełen tak wielu tajemnic, miejsc o których nie słyszał nikt, kultury życia, jakiej nie da się nie lubić. To kraj, o którym wciąż tak mało się wie, wielki kontynent który trudno okiełznać wyobraźnią.

Australia to?

Praktycznie każdego tygodnia, od tych dwóch lat, znajduję na mapie Australii nowy punkt, o którym marzę nocami, a potem pakuję się i jadę żeby sprawdzić, czy on istnieje naprawdę. Bo Australia to nie tylko to wschodnie, znane wszystkim wybrzeże, ciągnące się od Melbourne, przez Sydney aż po Wielką Rafę. To nie tylko Great Ocean Road, surferzy, stada kangurów i wielki kamień na środku pustyni.

a1

Australia to setki małych wysp schowanych przy brzegu, które są po prostu bajkowe, a których prawie nikt nie bierze pod uwagę w swoich wakacyjnych planach. To np. piękna North Stradbroke Island (mniejsza siostra znanej wszystkim Fraser Island), piaszczysta wyspa, gdzie na plaży wylegują się foki, a na drzewach przy drodze siedzą rozleniwione koale, oddalona zaledwie godzinę drogi od Brisbane. To Lord Howe Island – wyspa, jak marzenie, rzucona na wodę, gdzieś pomiędzy Australią a Nową Zelandią, na wysokości Sydney. To wyspy Tiwi położone wysoko na północy, na granicy morza Timorskiego i Arafura, gdzie można poznać prawdziwą, aborygeńską kulturę. To malownicza Kangaroo Island zaraz koło Adelajdy, czy Rottnest Island, która znajduje się rzut beretem od Perth, gdzie żyją chyba najbardziej urocze zwierzęta świata – kuoki.

Nie tylko kangury?

Bo Australia to nie tylko kangury, jak z obrazka, to też np. stada dzikich wielbłądów na pustyni. To nie tylko groźne rekiny, ale też coroczne, widowiskowe migracje wielorybów, czy malutkie pingwiny mieszkające na południowych plażach, albo kazuary na tych bardziej tropikalnych.

a2

A z tych plaż niekoniecznie najładniejsze są te najbardziej znane, Bondi Beach w Sydney, czy plaże na Gold Coast. Na poszukiwanie najpiękniejszych trzeba się chyba udać do Zachodniej Australii, tu nie da się powstrzymać od ochów i achów. Cable Beach w boskim Broome, Lucky Bay w Esperance, Cottesloe Beach zaraz przy Perth, Monkey Mia, Shell Beach i długo by jeszcze wymieniać. Ale plaże, jak z żurnala są także w? zimnej Tasmanii; na mapie warto odnaleźć Wineglass Bay.

a3

Za to w uwielbianym przez turystów Cairns, które jest punktem wypadowym na Wielkę Rafę, wcale np. nie ma plaż, co często jest wielkim rozczarowaniem. I nawet te w miasteczkach obok nie są jakieś `super spektakularne`.

Co do Wielkiej Rafy – tu nie można mieć wątpliwości, bo Great Barrier Reef zasługuje na swoją sławę, ale? na sławę zasługuje też nieznana rafa Ningaloo przy zachodnim wybrzeżu.

I miasteczka schowane w cieniu metropolii, wspomniane już Broome, Margaret River otoczone winiarniami, podziemne Coober Pedy, malutkie Seal Rocks, górskie Bright czy Jindabyne.

Śnieg w Australii

Australia to w końcu nie tylko plaże, ale też, zupełnie szczerze, fantastyczne góry, latem cudowne na piesze wędrówki, zimą? to świetne ośrodki narciarskie. Tak, w Australii pada śnieg i to całkiem sporo, a w Alpach Australijskich można się wyszaleć.

a4

Natura to australijski numer jeden. Oczywiście, miasta też warto zobaczyć, ale powinny być one tylko punktami na mapie, a nie celami samymi w sobie. Bo to właśnie lasy, pola i wąwozy między nimi, stanowią australijską esencję. Parków Narodowych są tu setki. Te najbardziej znane, Kakadu National Park, czy Uluru-Kata Tjuta, nikogo nie zawiodą. Ale to te mniejsze, czy może mniej doceniane zachwycą najbardziej. Purnululu National Park i niezwykłe formacje skalne Bungle Bungle powinny się znaleźć na każdej liście ?do zobaczenia?. Podobnie zresztą, jak Carnarvon National Park w centralnym Queensland, Wilsons Promotory National Park w Wiktorii, Nambung National Park na zachodzie, Flinders Rangers National Park w Południowej Australii, czy miejsce z polskim akcentem – Kosciuszko National Park w Górach Śnieżnych.

I jeszcze rzeki, jeziora i drogi przez pustkowia, Gibb Riber Road, Savannah Way, Nullarbor Plain?

Na mojej ?liście odkryć? jest jeszcze dużo podpunktów i na pewno znajdzie się jeszcze więcej, bo skromna Australia nie chce się od razu podzielić tym, co ma w zanadrzu. Ciągle dawkuje mi wrażenia. I dobrze – bo inaczej mogłabym zwariować z zachwytu.

Autor: Julia Raczko

 

Nie tylko kangury... Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Julia Raczko

Podróżniczka, dziennikarka, autorka bloga `Where is Juli?` Na co dzień żyje w pięknej Australii.