Kuchnia w podróży Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Kuchnia w podróży

Dziecko w podróży, które… coś musi jeść. I tu rodzą się pytania. Całe szczęście doświadczeni rodzice z tasteaway.pl radzą: “Kluczowym jest, by nie zamykać siebie i dziecka i nie zakładać z góry, że „on tego nie zje”, „on jada tylko…” – dzieci często nas zaskakują”. Kilka złotych rad specjalnie dla goforworld.com!

GFW: Jakie macie doświadczenie z odżywianiem dziecka w czasie podróży? Czy to… stres?

TASTEAWAY: Wyżywienie dla dziecka podczas podróży to zwykle temat dość złożony. Niemal każdy rodzic chce, by dziecko jadło wartościowe posiłki, jednak wielu wie również, że nie zawsze to wychodzi. Bo dziecko marudzi, bo coś mu nie smakuje, bo zje kluseczki, ale tylko z sosem pomidorowym, itd., itp.

W podróży żywienie dziecka to dodatkowe wyzwanie, bo zwykle nie dysponujemy swoją kuchnią i możliwością gotowania ulubionych potraw. Jesteśmy zdani na to, co znajdziemy w restauracjach czy w hotelu. Czasem zadajemy sobie pytanie: co on tam będzie jadł? Ale po naszych wielu doświadczeniach, wiemy już, że zawsze coś się znajdzie! Niezależnie od kraju, do którego podróżujemy, zawsze znajdujemy dziecku dania, które pasują. W Tajlandii może to być smażony ryż z kurczakiem, ryż gotowany, sataye z kurczaka, krewetki, egzotyczne owoce; w Gruzji pstrąg, zupy czy ziemniaki. Kluczowym jest, by nie zamykać siebie i dziecka i nie zakładać z góry, że „on tego nie zje”, „on jada tylko…” – dzieci często nas zaskakują. A jeśli dziecku znudzi się lokalna kuchnia, w wielu miejscach, popularnych wśród turystów, znajdziemy pewniki takie jak pizza czy makaron.

GFW: Jak dzieci reagują na nowe smaki? Chcą je poznawać?

TASTEAWAY: Najlepiej na pewno mają rodzice, których dzieci są wszystkożerne, nie marudzą i zawsze chcą poznawać nowe smaki. Nasze dziecko takie nie jest. Ma swoje preferencje, ma rzeczy, które lubi i takie, których nie lubi, ale czasem daje się przekonać do nowości. Uwielbia sushi. Nie lubi truskawek. Je krewetki, ale kocha też parówki. Na szczęście w każdym kraju, w którym byliśmy zawsze znajdował coś dla siebie.

Nowe smaki najlepiej pokazywać dziecku, gdy jest bardzo małe, również w podróży. Jeśli będzie przyzwyczajone tylko do kuchni mamy czy babci, podróże mogą być trudniejsze.

Nie pozwalajmy też, by nasze stereotypy ograniczały dzieci – „owoce morza są niedobre” – dla Ciebie tak, niekoniecznie dla Twojego dziecka.

GFW: A co można zrobić, żeby chronić malucha? Brać jedzenie ze sobą? Nie ryzykować…?

TASTEAWAY: Podróżując z dzieckiem w wielu sprawach należy zachować znacznie więcej ostrożności niż gdy podróżuje się samemu / w parze / ze znajomymi. Takim tematem jest również jedzenie w podróży. Dorosły jest w stanie wiele przetrwać  – zje ze smakiem obiad na ulicznym straganie, spróbuję nietypowych potraw, nie będzie dbał o higienę, a w razie czego na trawienie pomoże szklaneczka whisky lub w najgorszym wypadku Smecta, węgiel czy Stoperan.  Nawet, jeśli w podróży unika jedzenia w niepewnych miejscach, biegunka może go dopaść i nie musi się tego obawiać. Wie, jak sobie z nią radzić.

Z dzieckiem jest inaczej. Jako rodzice nie chcemy, by wyjazd do krajów egzotycznych czy daleka podróż przysparzały mu problemów żołądkowych czy zdrowotnych.

Z tego względu na posiłki warto wybierać miejsca pewne, z dostępem do bieżącej wody i podawać dziecku mniej ryzykowne potrawy – bez surowych ryb, surowego mięsa, lodów i kremów z niepewnego źródła. Kupując napoje, wybierajmy butelkowaną wodę lub sok w kartoniku, unikajmy wody stołowej. Zamawiajmy bezpieczne potrawy (ryż, makaron, ziemniaki, smażone mięso), a jeśli dajemy owoce, najlepiej sami zadbajmy, by były umyte (czasem również je warto umyć butelkowaną wodą). Przy krótkiej podróży i małym dziecku, można wspomagać się słoiczkami – przywiezionymi z Polski lub zakupionymi na miejscu. Przy dłuższej podróży należy zachować zdrowy rozsądek i nie ryzykować. Czasem lepiej zapłacić więcej za obiad w restauracji niż potem borykać się z problemami żołądkowymi u dziecka.

Na wszelki wypadek warto spakować też leki na biegunkę i odwodnienie takie jak choćby Smecta czy Acidolac. Niektórzy lekarze w krajach o innej florze bakteryjnej zalecają profilaktycznie podawać dziecku np. Enterol – my tak robiliśmy w Birmie.

Z super rodzicami z bloga tasteaway.pl rozmawiała Danuta Awolusi