Don Kichote, to Ty? Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Don Kichote, to Ty?

Marzena i Grzegorz. Mieszkają w La Manczy? I przyjaźnią się z Don Kichotem. Ten sympatyczny jegomość rozkochał ich w tym regionie. Poznali go lepiej niż miejscowi. To oni pytają ich, co warto zwiedzić! Wydali nawet jedyny na rynku przewodnik po La Manczy. Cudowni, niezwykli ludzie. Poznajcie ich?

GFW: Na swoim blogu piszecie: „Oddycham powietrzem La Manczy od ośmiu lat, podążając śladami Don Kichota, trafiłam do miejsc dokąd nie zawitał ani Pascal ani Michelin. Warto było…”. To jakie jest to wasze miejsce na ziemi?

Marzena Olechowska: Chyba nie mam jednego miejsca na ziemi. Dobrze się czuję w La Manczy. Odpowiada mi klimat Hiszpanii donkiszotowskiej. To magiczna kraina, ale jednocześnie bardzo wymagająca. Tak jak piszemy w naszym przewodniku: „Jeśli nie zniechęcimy się pozorną niegościnnością La Manczy odwdzięczy się, ujawni zapachy…”. Bo La Mancza jest pełna kontrastów. Pustynna i tętniąca wodospadami, płaska, ale jednocześnie pełna gór i wzniesień. Panują tu afrykańskie upały, a jednocześnie przejmujące zimy. Każdy znajdzie coś dla siebie.

dk1

La Mancza to, jak piszemy na naszym blogu, zupełny przypadek. Nie planowaliśmy nowego życia poza krajem, a tym bardziej w centralnej Hiszpanii. Jednak zapuściliśmy tu nasze korzenie, mamy tu kawałek nieba, mamy tu naszą wielką miłość ? konie.

dk2

W Polsce też mam swój kawałek nieba. Uwielbiam wracać na moje Mazury. Wiele zakątków w La Manczy przypomina mi rodzinne strony. W obu miejscach mam swój dom.

Dla tych regionów znajduję wspólny mianownik. La Mancza, podobnie jak Mazury kojarzą mi się ze wsią, z naturą, z życiem blisko przyrody, z ludźmi wciąż żyjącymi według rytmu wyznaczanego przez pory roku. W takim Madrycie czy Warszawie nie ma to już takiego znaczenia kiedy są sianokosy, czy kiedy zaczyna się sezon zbioru oliwek lub winogron.

To miejsca dwóch żywiołów Mazury ? wody, a La-Mancza ? wiatru.

Grzegorz Chołopiak: To prawda, Kastylia La-Mancza była przypadkiem. Jeśli już wyjeżdżać z Polski, to myślałem bardziej o Norwegii. To przypadek sprawił, że znalazłem się na Ziemi Don Kichota. Nie żałuję ani jednego dnia spędzonego w Hiszpanii. Dzięki warunkom życia jakie mamy tutaj, mogliśmy wreszcie znaleźć czas dla siebie, dla naszej rodziny i dla naszych pasji.

dk3

GFW: Na stałe mieszkacie w ukochanej Hiszpanii. Ale poza tym cały czas podróżujecie? Jak to jest mieć bzika na punkcie podróży?

M i G: My wciąż La-Manczę odkrywamy od nowa. Zdarza się, że jedno miejsce odwiedzamy kilka razy, bo o różnych porach roku wygląda zupełnie inaczej. Poza tym wzgórza, na których stoją wiatraki, te przestrzenie, które dają poczucie wolności, klimat wioseczek, które pamiętają czasy Błędnego Rycerza i od setek lat nie zmieniły się praktycznie wcale, wciąż nam nie spowszedniały. Znajomi, którzy do nas przyjeżdżają są zachwyceni. Bo nagle wkraczają do bajkowego, literackiego świata. Nie spodziewają się tego. Wpadają do nas, pędząc często do Andaluzji i nagle… zaskoczenie. Bo to nie z Andaluzji wywożą najpiękniejsze wspomnienia. Byli tam wiele razy i plaże są przecież podobne do siebie. To La-Mancza ich uwodzi. Jest takie powiedzenie po hiszpańsku „La Mancha engancha” czyli „La Mancza wciąga, łapie…”.

W tym manczyjskich wioseczkach czuć atmosferę cervantesowską. Jest to jednak, jak zaznaczamy wielokrotnie, kraina wymagająca. Ona nie zmusza globtroterów znudzonych kolejną wizytą na Costa Brava do przywiezienia obowiązkowej opalenizny, wpisów na Facebooku i muszelek z wakacji. Człowiek musi trochę popodróżować, aby trafić do La Manczy i docenić ją.

dk4

Celowo piszemy w naszym przewodniku, że niektórzy uważają, iż Kastylia La-Mancza jest brzydka, jałowa, zakurzona. Ona taka bywa, ale ma też tę drugą twarz ? piękną, powabną, pachnącą winogronami, miodem i serem manczego, ziołami i… przygodą.

W ciągu tych ośmiu lat przejechaliśmy niemal całą Hiszpanię. Mamy niedosyt, jeśli chodzi o Północ Hiszpanii. To region mało popularny turystycznie, ale śliczny.

M: Wcale nie mam ambicji odkrywania całego świata. Jest tyle wspaniałych miejsc, a i tak nie zdążę w swoim życiu zobaczyć nawet ułamka procenta. Trzeba dojrzeć do tego, aby przestać gonić, próbując pobić rekord Guinnessa w liczbie odwiedzonych miejsc. Ostatnio gdy byliśmy na Teneryfie korzystaliśmy z pięknej pogody, aby popluskać się w Atlantyku i biorąc czarny wulkaniczny piasek, przesypując w ręce, pomyślałam: przecież identyczny widok pamiętam w Hiszpanii kontynentalnej. Już wiem: Almu?ecar! Ta sama skała, tylko piasek innego koloru …Takie déj? vu mam coraz częściej.

Jesteśmy turystami kompulsywnymi. Musimy wciąż się przemieszczać. Ciągnie nas tam, gdzie jest mniej ludzi. Muszę sprawdzić czy nie mam agorafobii?

GFW: Wydaliście przewodnik po Hiszpanii. To chyba boskie uczucie móc napisać coś od siebie dla innych i stając się … podróżniczym autorytetem?

M i G: Przewodnik powstał w sposób nieplanowany. Po prostu, był naturalnym wynikiem naszych licznych podróży. Tak nas wciągnęło odkrywanie tego regionu, że przez pierwsze lata nie było weekendu, abyśmy nie byli gdzieś w drodze. Na początku jeszcze z mapą na kolanach, a nie z GPS-em. Doszło do tego, że nasi znajomi Hiszpanie, z dziada pradziada mieszkający w La-Manczy, pytali nas gdzie warto jechać. Czy to nie zabawne? Poznaliśmy region lepiej niż niejeden miejscowy. Staliśmy się podróżniczym autorytetem dla miejscowych.

dk5

Przewodnik powstał, bo chcieliśmy opowiedzieć naszym bliskim, znajomym i `mniej znajomym`, jak ciekawie jest tutaj, gdzie mieszkamy. Jeśli nie mają pomysłu na wakacje, warto przyjechać do nas. Prawda jest taka, że nie było do tej pory żadnego przewodnika po La Manczy w języku polskim. Przyjedzie taki turysta i co ma tu robić? Po pierwsze, trzeba wypożyczyć samochód, bo w tym regionie nie idzie podróżować środkami komunikacji publicznej. Turyści trafiający do takich nie odkrytych krain jak La-Mancza potrzebują, aby powiedzieć im: proponuję wam szlak obliczony na siedem dni, warto zobaczyć to, tamto i tamto… Bo będąc na przykład w Paryżu, czy w Barcelonie, to przecież świetnie wiemy, co standardowo trzeba zobaczyć.

Cieszą nas maile od osób, które trafiają na nasz blog i decydują się przyjechać do La-Manczy już nie jako etapu podróży do Andaluzji, ale wybierają Krainę Don Kichota jako cel podróży.

Coraz mniej osób z naszego otoczenia pyta : „To ta La Mancza Cervantesa istnieje naprawdę? To nie jest fikcyjna kraina???

GFW: To ciekawe, ale dzięki mieszkaniu za granicą nauczyliście się odkrywać na nowo Polskę…

M: Bo przecież głód podróżowania nie ma wyznaczonych granic ani w czasie, ani w przestrzeni. Gdy mieszkaliśmy w Polsce, ze względu na brak czasu, zawsze podróże odkładało się na później, albo łapczywie korzystało z tych dwóch tygodni urlopu, aby…. nie robić nic. Hiszpania dała nam czas wolny i bezpieczeństwo finansowe. Trzeba to powiedzieć jasno.

dk6

Będąc w Polsce spędzam tam przynajmniej 1,5 miesiąca, Grzegorz wpada na dwa tygodnie – nie siedzimy w miejscu. Jeździmy po mazurskich wioseczkach, czasami przez przypadek wpadając na ślady historii. Włóczymy się po Lubelszczyźnie, gdzie mieszka rodzina Grzegorza. Zawsze odwiedzamy pobliskie stadniny, bo jesteśmy koniarzami.

Chętnie porzucamy główne drogi i wybieramy te żwirowe lub zupełne bezdroża. Grzegorz jest postrzelony na punkcie jazdy terenowej i grzęźnięcia w błocie.

GFW: A jakie miejsce w tym wszystkim na sławetny Don Kichote?

M: Wszystko zaczęło się od Don Kichota. On stał się naszym przewodnikiem. Pozwolił nam zżyć się z tym regionem, pokochać go. Pamiętam, że po pierwszej aklimatyzacji w La-Manczy i szoku wywołanym wywróceniem do góry nogami całego życia, przychodzi wielka ciekawość. U mnie, jako dziennikarki, ta ciekawość jest głęboko zakorzeniona. Wtedy właśnie trafiła w nasze ręce mapa szlaku Don Kichota, po hiszpańsku. Przez lata była naszym drogowskazem w planowaniu weekendowych wypadów. Wioseczka po wioseczce, góra po górce, objeżdżaliśmy wszystkie miejsca, które miały jakikolwiek związek z powieścią lub przynajmniej domagały się, aby zaliczyć je do grona „wioseczek cervantesowskich”.

G: Szlak Don Kichota liczy ponad 2 tys.km.i nie ogranicza się tylko do La-Manczy. Jednak, jak sam tytuł powieści głosi, Don Kichote pochodził z La-Manczy i tutaj przeżył swoje najbardziej spektakularne przygody m.in. walkę z wiatrakami.

Dzięki Don Kichotowi, naszemu blogowi i wydaniu książki poznaliśmy wspaniałych ludzi. Była u nas ekipa z Polski, która kręciła film dokumentalny o Don Kichocie, zaprosili nas do projektu. Ostatnio odwiedzili nas mieszkańcy Wojcieszyna, wioseczki w Polsce, która Błędnego Rycerza obrała za patrona. Mają totalnego bzika na punkcie La-Manczy, nakręcili nawet swoją wersję najsłynniejszych scen powieści.

M: Odzywają się co jakiś czas osoby, które kupiły nas przewodnik, trafiły na nasz blog i chciałyby tu przyjechać. Pytają nas o praktyczne informacje, dziękują za zainspirowanie ich.

Nasz przewodnik to niszowy produkt, ale nie chodziło nam o spektakularny sukces wydawniczy, czy granie rolni ekspertów od agroturystyki hiszpańskiej.

Gdy pierwszy raz byłam jako studentka na wakacjach w Hiszpanii, zamarzył mi się ten kraj. Po 10 latach moje marzenia się spełniły. Warto marzyć.

I warto podjąć walkę o spełnienie tych marzeń, nawet jeśli miałaby to okazać się walka z wiatrakami.

Zapraszamy na nasz blog: hiszpania-przewodnik-intymny.com