Alaska – tutaj się wraca Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Alaska – tutaj się wraca

Kiedyś uznana za wielki błąd Stanów Zjednoczonych, dziś jest najbardziej tajemniczym stanem tego kraju. Obiekt marzeń rozbudzający wyobraźnię podróżników. Jak smakuje i pachnie przyroda, która wciąż wydaje się nieokiełznana? Jakie to uczucie, zostać na chwilę bez zaplecza cywilizacji i zdać się na łaskę natury? I czy warto o to zabiegać?

Niedźwiedzie grizzly, trudne, górzyste tereny, zapierające dech w piersiach widoki. Chłodne powietrze i niebywała przestrzeń, która kojarzy się z wolnością. Wszystko to rozbudza wyobraźnię podróżników. Dla nich Alaska urosła do rangi mitu. „Wyprawy na Alaskę to ciągle snuta i rozbudowująca się opowieść. Książki, filmy, relacje, programy na Discovery i National Geographic, popkultura – wszystko to nadbudowuje się nad tym miejscem, z którym wiążą się liczne legendy Indian i niesamowite historie chętnie opowiadane przez mieszkańców” – opowiada Adrian Gronek, podróżnik i przewodnik goforworld.com, który samotnie przemierzył podbiegunowe tereny. Prawdą jest, że kraina ta nie rozczarowuje, jest wyjątkowa, niepowtarzalna. Dla Jarosława Kuźniara, który odwiedził Alaskę po raz pierwszy w 2017 roku, to była miłość od pierwszego wejrzenia: „Ja stąd nie wracam, właśnie wynająłem dom na Alasce. Idę łowić łososie.” – żartował, choć nie do końca. „Nie mam na świecie zbyt wielu miejsc na powrót, ale Alaska zajęła na tej liście miejsce. Gigantyczny stan z mnóstwem problemów (alkohol, dług, topniejące pokłady ropy, znikające lodowce) i kosmiczną przyrodą.” – posumował na swoim Instagramie. Tutaj naprawdę chce się wracać. Alaska tak silnie zapisała się w jego pamięci, że potrafi niezwykle długo o niej opowiadać. I nic dziwnego, bo to przecież osławiona, a jednocześnie najbardziej tajemnicza i trudno dostępna część Ameryki Północnej.

Przygoda w czystej formie

Kiedy słucha się opowieści Adriana, można zapomnieć o reszcie świata. Alaska wywarła na nim tak duże wrażenie, że niezwykle plastycznie potrafi odmalować emocje z nią związane. „Alaska, w moim odczuciu, przynależy jeszcze do kultury oralnej, pięknie kultywuje tradycję Indian, w której to, co mityczne, splata się z tym, co materialne. Ale nie ma się co dziwić, to przecież odwieczny mechanizm oswajania rzeczywistości. Znajdziemy tu ogromny, bezludny, dziki, i surowy teren, przyciągający poszukiwaczy przygód, wspinaczy i eksploratorów. To esencja północy – wysokie góry, lodowce, tajga, tundra, rzeki, bagna, nawet wulkany. Nieograniczone możliwości, czysta wolność i miejsca, do których dotychczas jeszcze nikt nie dotarł. Natura w czystej formie” – opowiada. Przyroda Alaski – surowa, górująca nad człowiekiem – zachwyca i przyciąga jak magnes. Niszczona we wszystkich innych zakątkach świata, tam się nie poddaje. Jest trudna, ale nie od dziś wiadomo, że zdobywanie to ulubiona część męskich zalotów. Najpierw jednak, jak w każdej relacji, jest czas na zaślepienie.

 

Jej wysokość natura

Alaska wspaniale prezentuje się na zdjęciach, jeszcze lepiej na ekranie, ale będąc tam i oglądając ją na własne oczy, można stracić głowę. Człowiek stęskniony za czymś czystym, wielkim i bezludnym odnajdzie tu wszystko, czego szuka. Nie jest to na pewno wakacyjna przygoda, lecz uczucie znacznie głębsze. „Pierwsza wyprawa na Alaskę, którą odbyłem w 2013 roku, miała z założenia charakter sportowo-eksploracyjny. Plan: samotnie, piechotą i bez pomocy z zewnątrz przejść z Anchorage do Fairbanks, wytyczając przy tym pionierski szlak wiodący przez lasy, góry i lodowce Parku Denali. Ambitne wyzwanie, z tego, co mi wiadomo – pierwsze takie przejście. To tam rozegrała się najtrudniejsza i najbardziej dramatyczna część wyprawy. Cztery tygodnie w głębokiej dziczy, poza cywilizacją, które sprawdziły wszystkie moje umiejętności i wystawiły na dramatyczną próbę. Konieczność podjęcia akcji autoratunkowej, która o mały włos nie skończyła się tragicznie. To była ogromna lekcja pokory, ale też niespodziewany zbieg okoliczności, będący początkiem kolejnego projektu. Powrót na Alaskę łączył w sobie nowe, sportowe cele, m.in. próbę najszybszego przejścia sławnej Dalton Highway, z możliwością zbliżenia się do „prawdziwej Alaski”, odartej z popkulturowej nadbudowy. Miałem okazję żyć z twardymi Alaskanami (w tym bohaterami „Yukon Mena”) w odciętym od cywilizacji obozie nad Yukonem, nabyć typowe umiejętności rdzennej ludności i doświadczyć surowej egzystencji, kiedy polegać można wyłącznie na sobie. Ale to dopiero preludium kolejnego projektu, wykraczającego znacznie dalej” – przyznaje Adrian Gronek. Czy spędzenie czterech tygodni w dziczy, ryzykując życie, to przygoda tylko dla twardzieli? Tak. Ale i dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż wyzwań.

 

 

W 2017 roku Adrian znów poleciał ma Alaskę. Tym razem jako przewodnik biura goforworld.com. Miał okazję patrzeć, jak ludzie przeżywają ją po raz pierwszy. Wzruszenie, radość, niedowierzanie. I naprawdę wielkie odprężenie – właśnie tak zadziałał na nich ten niepojęty obszar.

Mentalny związek

Choć w Alasce łatwo się zakochać od pierwszego wejrzenia, to bliskie spotkanie z przyrodą może okazać się wyzwaniem, zwłaszcza gdy nie mając dużej wytrzymałości, trafimy na trudne warunki atmosferyczne. Alaska nie jest terenem jedynie dla mężczyzn, jednak to właśnie oni traktują ją ze szczególnym namaszczeniem. Pierwsza wyprawa Adriana nie była usłana różami, a mimo to kraina jest dla niego wyjątkowa. „Zakochałem się w Alasce, jest tak niewyobrażalnie intensywna, wielowymiarowa i bogata, że nie sposób jej się oprzeć. Oczywiście, trzeba lubić ten geograficzno-mentalny kierunek. Północ pociąga specyficznych ludzi, ale może właśnie o to chodzi? Jakąś bliską relację, związek. Albo się to czuje, albo nie, ale na pewno nie jest to jednorazowa przygoda. Wróciłem, choć moja pierwsza wyprawa – mówiąc delikatnie – nie należała do łatwych, i zamierzam nadal wracać”. Alaska to kuźnia charakteru. Docieranie się podróżnika (obcego, przybysza z zewnątrz) z wielką, dziką, rządzącą się swoimi prawami przyrodą. Można wejść do tego świata, ale najpierw należy zaakceptować jego zasady. I dwa razy się zastanowić, czy na pewno tego się chce.

 

 

Miłość cała ze złota

Jedni kochają Alaskę za to, jaka jest. Dla podróżnika to wystarczający powód. Trzeba przyznać, że jest co miłować – 1 718 000 km2 niezwykłych terenów. Jednak kraina ta przyciąga nie tylko obieżyświatów, ale również poszukiwaczy złota. Bogactwo, którego dostarcza natura zupełnie za darmo, zgodnie z zasadą „znalezione, nie kradzione”, rozpala wyobraźnię i budzi pragnienie. Gorączka złota trwa od dawna. Chociaż Alaska została przyłączona do Stanów Zjednoczonych dopiero w 1959 roku, to właśnie pochodzące stamtąd złoto kojarzy się silnie z Ameryką. Wpisuje się w nasz europejski american dream. Obsesja na punkcie złota miała początek w 1896 roku. Kiedy poszukiwacze, stacjonujący między innymi w Kanadzie, zwietrzyli tak oszałamiającą okazję, tłumnie wyruszyli na łowy. Ze „złotych wizyt” narodziły się całe miasta, jak chociażby Dawson City, które powstało w wyniku napływu nowych mieszkańców. „Gold rush” dawał i daje nadzieję. Kiedy amatorzy złota okupowali miasteczko Nome, znalezienie złota wcale nie graniczyło z cudem. Grudki leżały na powierzchni. Aby je zdobyć, nie trzeba było korzystać ze specjalistycznego sprzętu. Miło wyobrazić sobie, że ten szlachetny kruszec znajdował się po prostu… na plaży. Dzisiaj w Nome nadal wydobywa się złoto, ale wymaga to już znacznie bardziej zaawansowanych poszukiwań.

Alaska skuta lodem

To, co zrobiło wrażenie na Marku Winnickim, podróżniku, który, jak większość, zakochał się w Alasce, to lodowiec Mendenhall w Juneau. „Widok naprawdę zapiera dech, a kiedy masz wokół siebie lodowy korytarz, sam już nie wiesz, czy to jawa, czy sen” – opowiada. Jaskinie powstały zupełnie naturalnie, a przez grubą warstwę lody przebija się światło słoneczne. Niebieska poświata daje wrażenie, jakby człowiek wchodził do mroźnej kapsuły czasu. Z każdym sezonem lodowiec wygląda inaczej, trudno więc wrócić ponownie do tego samego miejsca. Aby się tam dostać, trzeba najpierw przejść szlak piechotą lub popłynąć kajakiem. Gdy dostaniecie się do lodowca, trzeba się na niego wspiąć, a dopiero później wejść pod powierzchnię. Jaskinia, która bije rekordy popularności na zdjęciach jest trudna do zdobycia i znajduje się wzdłuż zachodniego boku lodowca.

 

 

Lodowce jednak znikają. Przemijają, jak ludzie. To alaskański problem. Exit Glacier na półwyspie Kenai niebawem przestanie cieszyć oczy. Za kilka lat Alaska już nie będzie taka sama.

Alaska – tutaj się wraca Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Redakcja goforworld.com

goforworld.com poleca!