O radości podróżowania i spontaniczności planów

Dwie dziewczyny, które nie boją się realizować marzeń i które już dawno zrozumiały, że nie ma rzeczy niemożliwych. Edyta Gonet i Karolina Szymula podróżowały w najdalsze zakątki świata i wciąż mają apetyt na więcej. Dla nich podróż to poznawanie świata, nowych ludzi i nauka, że zawsze można znaleźć w sobie siłę, aby się uśmiechnąć? Właśnie to tym opowiadają na swoim blogu The Locals Do.

GFW: Edyta i Karolina. Dwie młode kobiety głodne świata? Jakie kierunki udało się już obrać?

Karolina: Podróżniczego bakcyla złapałam już w młodości, bo jako zaledwie kilkuletni brzdąc wsiadałam z rodzicami i siostrą do wypakowanego po brzegi samochodu i jeździliśmy na wakacje na przykład do Turcji czy Rumunii. Jestem przekonana, że to właśnie moi rodzice zaszczepili we mnie pasję podróżowania. Do tej pory udało mi się odwiedzić większość krajów europejskich oraz kilka bardziej egzotycznych kierunków tj. Sri Lanka, Kuba, Nikaragua, Kostaryka, Indonezja, Namibia, Botswana czy Zimbabwe.

GFW: Większe wrażenia przywiozłyście z Ameryki Środkowej czy Afryki? I dlaczego akurat w te zakątki świata się wybrałyście?

Karolina: Ciężko w ogóle porównywać te wrażenia, ponieważ każda z wypraw była inna. W Afryce byłam z większą grupą (12 osób), podróżowaliśmy wynajętymi samochodami, spaliśmy na ich dachach w namiotach i zdarzało się, że w nocy wokół nas przechadzały się dzikie zwierzęta. To są zupełnie inne przeżycia niż kameralna podróż z przyjaciółką po Ameryce Środkowej, bez większego planu, z noclegami u localsów i gotowaniem barszczu w Kostaryce dla pewnego zakochanego w tej potrawie hosta z Argentyny.

GFW: Skąd środki na podróże? I? czas?

Edyta: Są dwie takie umiejętności, które niezwykle przydają się w życiu: określanie priorytetów oraz świadome podejmowanie decyzji. Moja mama nazywała mnie kiedyś Włóczykijem, który nie usiedzi spokojnie w domu. Od małego kocham podróżować, fotografować, pisać i poznawać ludzi. To jest dla mnie najważniejsze i w to inwestuje swoje wszystkie oszczędności. Jeśli chodzi o czas? Jak już zrozumiałam, że to czy mam na coś czas lub nie, zależy tylko ode mnie, o wiele łatwiej mi się żyje. Ciągle słyszę, że ktoś nie ma czasu, ale to nieprawda, bo wszyscy mamy go tyle samo, ale różnie go wykorzystujemy. To nie jest tak, że ja tylko latam po świecie i kupuję bilet za biletem. To jest wierzchołek góry lodowej, która zanurzona jest w morzu wyrzeczeń i ?kombinacji alpejskich?.

wietnam-hoi-an-2016-2

wietnam-hoi-an-2016

Fot. Edyta Gonet

GFW: Jaki jest wasz sposób na poznawanie miejsc? Ludzie? Smaki? Zupełna spontaniczność czy raczej planowanie?

Edyta: Dla mnie jest tylko jeden właściwy sposób na poznawanie nowych miejsc i ludzi w nich żyjących ? szeroko otwarte oczy i umysł, który nie ocenia, nie dzieli na ?lepszych? i ?gorszych?. Trudno mi wyobrazić sobie podróżowanie bez żadnego planu, bo jakąś (przynajmniej bardzo ogólną) formą planu jest kupienie samego biletu na samolot, czy pociąg. Mając przed sobą wyprawę do Nikaragui, wiedziałam co chciałabym tam zobaczyć. To, co dzieje się już w samej drodze jest w dużej mierze kwestią przypadku. Mogę np. założyć, że zostanę w jednym miejscu 2 dni, a zostaję 4, bo jest tak pięknie. Podsumowując, zawsze jest bardzo luźny, elastyczny plan, podatny szczególnie na spontaniczność moją i moich towarzyszy.

Fot. Karolina Szymula

GFW: A czy w podróżach bywały sytuacje, kiedy jednak? ciężko się było uśmiechać?

Edyta: Oczywiście. Świat zaskakuje nie tylko pięknymi widokami, plażami, życzliwymi i bezinteresownymi ludźmi. Czasem zdarzają się sytuacje, których nie jestem w stanie zrozumieć i boli mnie poczucie bezradności wobec krzywdy ludzi, zwierząt, spotykanych na drodze. W Wietnamie i Kambodży na ulicach widziałam dużo dzieciaków, które mają kompletnie inne dzieciństwo od mojego. Niektóre z nich, bez żadnej opieki, bawią się od rana do wieczora na chodnikach, a w nocy buszują po śmietnikach w poszukiwaniu resztek jedzenia czy do połowy pełnej puszki Coli. W Nikaragui widać gołym okiem jak bardzo na mieszkańcach odbija się polityka prezydenta Ortegi. Panuje tam duże bezrobocie, młodzi ludzie nie mają zbyt kolorowych perspektyw. Ciężko się uśmiechać wiedząc to i widząc żywe tego dowody na ulicach, a mimo to ci ludzie się uśmiechają i to szeroko. Są pomocni i ciekawi świata.

Fot. Karolina Szymula

GFW: Gdzie chciałybyście na pewno wrócić?

Karolina: Jednym z miejsc do których na pewno chciałabym wrócić jest Islandia. Na wyspie spędziłam zaledwie dwa tygodnie i pomimo, że udało mi się zobaczyć jej dużą część to wiem, że jest tam jeszcze wiele do odkrycia. Drugim takim miejscem jest Indonezja i tam mam nadzieję wrócić już w przyszłym roku i zostać na dłużej, dużo dłużej.

Edyta: Chciałabym wrócić na dłużej do Nikaragui, do Wietnamu i oczywiście na Tasmanię. W każdym z tych miejsc zostawiłam część siebie. W Wietnamie muszę pomieszkać w jakiejś małej wiosce z lokalsami. Kupię motor i będę zbierać ryż od rana do wieczora. Znajomi śmieją się, że to niezbyt wygórowane marzenia, ale ja szukam prostych rzeczy, emocji i życia bez pośpiechu.

The Locals Do

Edyta Gonet i Karolina Szymula, dwie podróżniczki, autorki bloga The Locals Do.