Julia Raczko

Wyjechała do Australii, żeby zobaczyć kontynent. Została z miłości do miejsca i człowieka. Dziś dzieli się Australią z Czytelnikami na swój wyjątkowy sposób.

Trzy pytania do Julii

Podróż to nie pasja, ale styl życia…?

To styl życia przepełniony pasją do ludzi i miejsc. Ukochaniem do innych zwyczajów, nowych smaków, zapachów, doświadczeń. Podróżowanie to „ta mała rzecz”, która zmienia nas na lepsze.

Podróżnicze marzenie to…?

Największe marzenie to zrealizować marzenia… a tych przybywa każdego dnia. Marzy mi się rejs na Alaskę, podróż na motorze przez Amerykę Południową i pociągiem z Australii do Polski, czyli kolej transsyberyjska (najlepiej w towarzystwie mamy). Marzy mi się spać znowu pod rozgwieżdżonym niebem outbacku, pić kawę w Nowym Yorku i obiadać się do woli w Tajlandii (kocham tajską kuchnię). Marzą mi się australijskie wyspy: Kokosowe, Lord Howe Island i Wyspy Tiwi. Marzy mi się poznać ludzi w każdym zakątku świata. Bo są ludzie, których trzeba spotkać i miejsca, które można zobaczyć…

Największy sukces podróżniczy dla mnie?

Zrozumienie, że podróże nie muszą być dalekie, żeby były magiczne i wartościowe. Przygodę zaczęłam od samotnej podróży dookoła świata – duża rzecz, od tamtej pory raczej zmniejszam dystanse, a największą frajdę sprawia mi znalezienie „perełki” po sąsiedzku. W kwestii odkrywania swojego podwórka Australia na szczęście nie ma sobie równych.