Przeludniony Hongkong

Hongkong to jedno z najgęściej zaludnionych miejsc na Ziemi. Ok, może nie cały. Ale gdy odliczymy wszystkie bezludne (lub prawie bezludne) wysepki oraz strome wzgórza, to Hongkong będzie mógł już grać w tej samej lidze co Manila albo metropolie Indii.

Wieżowce, wszędzie wieżowce! To pierwsze, co rzuca mi się w oczy, gdy piętrowym autobusem jadę z lotniska na półwysep, a zarazem dzielnicę Koulun. No, wieżowce i wspomniane na wstępie strome, zielone wzgórza w tle. Swoją drogą, taki autobus to najlepszy sposób na wydostanie się z lotniska. Nie tylko najtańszy, ale przede wszystkim – te widoki!

Wracając do wieżowców. To nie tak jak w innych dużych miastach, że istnieją tylko jakieś dzielnice drapaczy chmur, a większy obszar zajmują stare, niskie budynki, domy jednorodzinne czy kamienice. Nie, cały Hongkong najeżony jest wieżami, a w nazywaniu ich drapaczami chmur nie ma cienia przesady. Spójrzmy chociażby na tutejsze blokowiska. Niektóre nawet trochę podobne do polskich… Gdyby nie to, że bloki mają nie po dziesięć piętr, a po czterdzieści albo więcej.

Jednak to i tak wciąż mało. Wiele tutejszych rodzin gnieździ się w mieszkaniach, które u nas uchodziłyby za ciasne kawalerki. Najbiedniejsi zaś, w tym rzesze imigrantów, mieszkają w komórkach i klatkach wielkości łóżka albo w szopach pobudowanych na dachach wieżowców (!) z drewnianych odpadków i zardzewiałej blachy. Szokuje to tym bardziej, że Hongkong to przecież jedno z najbogatszych miejsc na planecie.

Wynajęcie malutkiego pokoju z łazienką o rozmiarach szafy i wciśniętym w kąt aneksem kuchennym kosztować może dziesięć tysięcy złotych miesięcznie. I to nie w najlepszej dzielnicy. Gdybyśmy zaś chcieli kupić nieruchomość, bądźmy gotowi na liczenie w milionach. No i ceny wciąż rosną, w dużej mierze za sprawą bogaczy z Chin kontynentalnych, którzy chętnie kupują lokale w Hongkongu. Raz, że to świetna inwestycja. Dwa, posiadanie mieszkania w tej metropolii to oznaka wysokiego statusu. A ludzi nieustannie przybywa…

Rankiem i popołudniu prawie wszyscy ci ludzie mieszkający w ogromnych wieżowcach wychodzą na ulice. Jest ich tylu, że wylewają się z zatłoczonych chodników na jezdnie. Na szczęście samochodów też jest sporo, więc te nie mają się gdzie rozpędzić i nie dochodzi na każdym kroku do tragicznych w skutkach potrąceń.

Tak, samochodów tu sporo, ale przyznać trzeba, że nie aż tak dużo, jak można by się spodziewać. Hongkong nie jest permanentnie zakorkowany, a przyczyny tego stanu rzeczy są przynajmniej dwie. Pierwsza to wysokie opłaty związane z posiadaniem tutaj własnego auta. Druga, Hongkong ma jeden z najlepszych systemów komunikacji miejskiej. I jeden z najciekawszych! Ale to już temat na kolejną opowieść.

Daniel Nogal

Copywriter, redaktor, autor powieści.