Chłopaki z Liverpoolu

Dla miłośnika twórczości grupy The Beatles przyjazd do Liverpoolu jest tym, czym dla fana Barcelony przyjazd na Camp Nou albo dla katolika Plac Św. Piotra w Watykanie.
Nie ma w tym żadnej przesady, a to, czego doświadcza się po wyjściu z autobusu na stacji Liverpool Central, jest zdumiewające. Sam fakt iż liverpoolskie lotnisko od 2000 roku nosi imię Johna Lennona, zwiastuje moc emocji.

Na jednym z wielu pomników wielkiej czwórki widnieje napis informujący, że ostatni koncert tutaj Beatlesi zagrali 5 grudnia 1965 roku, ale… tak naprawdę nigdy Liverpoolu nie opuścili… I tak rzeczywiście jest.

Kiedy idziesz ulicami miasta, zewsząd dobiega znajoma muzyka, a z okien, bram uśmiechają się Oni.

20161117_125909
Prawie każde tutaj miejsce związane jest z ich życiem.
Po drodze mijasz osoby, które tak jak Ty przyjechały, aby poczuć bliskość legendy.
W Liverpoolu miejsc, które trzeba zobaczyć jest wiele, ale są takie, które prawdziwy beatlemaniak zobaczyć musi.

20161117_151406

W The Cavern grali swoje pierwsze koncerty jeszcze jako The Quarrymen. W tej chwili klub mieści się dosłownie 10 metrów obok oryginalnego wejścia. Można wejść, zobaczyć scenę na której grali, napić się piwa. To tutaj w roku 1961 legendarny manager The Beatles, Brian Epstein, zobaczył ich po raz pierwszy. Tak naprawdę tutaj wszystko się zaczęło.

Niemal naprzeciwko mieści się The Grapes, pub do którego uciekali na piwo po koncertach w Cavern. Jak wchodzisz, wystarczy zapytać „Where did The Beatles sit?”. Od razu miła pani pokazuje na wprost, gdzie znajduje się niepozorna ławeczka, na której, dokładnie w tym miejscu, siedzieli i pili piwo. Koniecznie trzeba jedno zamówić i usiąść pod ścianą, tam gdzie zwykle przesiadywał Lennon.

20161117_134356

Na Mathew Street jest jeszcze jedno miejsce, które moim zdaniem warto zobaczyć. To sklep z pamiątkami, prowadzony od lat przez jednego z fanów. To nie jest zwykły sklep, to prawie świątynia.

20161116_093050
Nie możesz pokręcić regałem z magnesami, bo nie wiele ich tutaj znajdziesz. Na półkach twórczy bałagan, plakaty zwinięte w rulon, płyty, naszywki. Jest nawet szafa grająca, wiadomo co 🙂
I nie weźmiesz niczego sam do ręki, musisz poprosić aby zza lady (znanej z bardziej ze sklepów z biżuterią) sprzedawca podał interesującą Ciebie rzecz.

Obowiązkowym punktem pobytu w Liverpoolu są znane wszędzie The Albert Docks. To zespół zabytkowych budynków zbudowany z czerwonej cegły tuż nad rzeką Mersey.
To tutaj kiedyś transportowano cenne ładunki: bawełnę, jedwab, tytoń, herbatę i cukier.
Ale nie dlatego o tym piszę.

20161116_093334

W Dokach Alberta znajduje się wystawa/muzeum The Beatles. I jest to punkt, który robi chyba największe wrażenie. Dwie godziny – bo tyle potrzeba, aby spokojnie obejrzeć ekspozycję i poczuć klimat tamtych lat. Wystawę przechodzimy etapami. Każda część poświęcona jest innemu etapowi muzycznej sławy The Beatles. Są więc hamburskie ulice, kawiarnia Casbah, tournée po Stanach Zjednoczonych, pierwsza płyta i Abbey Road. Są również cztery sale, z których każda poświęcona jest każdemu z muzyków.
Koniec wystawy to już solowa kariera Johna Lennona, gdzie przechodzimy do białego pokoju, odwzorowującego wiernie odwzorowuje ten sam, w którym Lennon nakręcił Imagine.
Naprawdę łza w oku nieraz się zakręciła.

20161118_103022

Dla lubiących piesze wycieczki polecam powrót pieszo na lotnisko.
Jeżeli macie kilka godzin do odlotu, to tak możecie poukładać sobie spacer, aby obejrzeć domy Mccartneya i Lennona, gimnazjum do którego chodził młody John, a po drodze wstąpić na słynną Penny Lane oraz na Strawberry Fields.

A na lotnisku, po raz kolejny w ciągu kilku dni, widzisz Yellow Submarine( tylko trochę większą) i myślisz, aby szybko usiąść i wybrać w telefonie ukochany kawałek.

Konrad Jeleń

Wychowany nad morzem, za którym zawsze tęskni. Na co dzień bankier, poza pracą - podróżnik (najczęściej, jak się da).