Bungalowy Tahiti

Kryte strzechą chatki, wzniesione na drewnianych platformach tuż ponad lazurową taflą Pacyfiku, to jeden z tych obrazków, które inspirują do podróży na drugi koniec świata.

Tahiti to największa wyspa Polinezji Francuskiej, otoczona rafami koralowymi. W latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia przeprowadziło się tam trzech Amerykanów, którzy postanowili założyć na wyspie hotele. Pojawił się jednak problem niedoboru piaszczystych plaż, a co za tym idzie – łatwego i fajnego dostępu do rajskich kąpielisk.
Kryte strzechą chatki, wzniesione na drewnianych platformach tuż ponad lazurową taflą Pacyfiku, to jeden z tych obrazków, które inspirują do podróży na drugi koniec świata.

Hugh Kelley, Muk McCallum i Jay Carlisle wpadli na pomysł, by dla gości wybudować takie bungalowy, z których mogliby oni wskakiwać prosto do wody. Dodatkowo wymyślili jeszcze, żeby domki te miały szklane podłogi, aby nawet nie opuszczając czterech ścian można było obserwować barwną i różnorodną faunę Oceanu Spokojnego.

Rewolucyjną ideę wcielono w życie dokładnie pięćdziesiąt lat temu, bo w roku 1967. Okazała się hitem. Dziś na Tahiti oraz sąsiednich wysepkach stoją już setki podobnych bungalowów. Małych i dużych, mniej lub bardziej luksusowych. Ale nie pogardzilibyśmy wczasami w choćby i w najskromniejszym z nich.

Daniel Nogal

Copywriter, redaktor, autor powieści.