Albania bez strachu Biuro podróży Goforworld by Kuźniar

Albania bez strachu

Albania sama w sobie jest ciekawostką. Reakcje na to, że ktoś jedzie tam na wakacje są różnorodne: od omdlenia i ataku histerii, po pukanie się w czoło z pełnym politowania wyrazem twarzy.

Wakacje w Albanii…?

Po powrocie, jednak każdy jest zadowolony. Ma złotą opaleniznę i wszystkie organy na swoim miejscu. Pytanie o bezpieczeństwo w Albanii jest jednym z najczęściej zadawanych. Zawsze rozwiewam wątpliwości dotyczące mafii, możliwości kupienia kałasznikowa na ulicy oraz zasad handlu nerkami pobieranymi od turystów.

Albania: krowa na plaży

Skoro już przebrnęliśmy przez te niezwykle ważne kwestie mogę przejść do rzeczy, czyli mercedesów, bunkrów oraz tego, jak na imię ma krowa opalająca się na plaży. Nie. Nie obrażam nikogo. Mówię o  dużym zwierzęciu, które można wydoić.

Krowa ta z resztą ma swoje zwyczaje i styl, jak przystało na mieszkankę jednego z największych albańskich kurortów. Dzień zaczyna od spaceru – podobnie, jak inni mieszkańcy. Po godzinie szóstej rano deptak i plaża zapełniają się albańskimi wielbicielami biegania oraz seniorami, którzy wykonują poranną gimnastykę.

Temperatura rośnie bardzo szybko i już o dziesiątej jest gorąco. Pierwsi plażowicze zajmują leżaki, a ludzie pracy kończą pić kawę. Nieważne, że piją ją już mniej więcej od godziny. W Albanii przy kawie można spędzić pół życia i jeszcze trochę. Ludzie żyją tam w kawiarniach, restauracjach i knajpach. W ciągu dnia widzimy w tych przybytkach przede wszystkim mężczyzn. Natomiast wieczorem rozpoczyna się pokaz mody damskiej.

Albania, niezwykły kraj

Styl Albanek na zawsze łamie stereotyp Albanii, jako kraju muzułmańskiego. Religie, tradycja, cekiny i dyskoteki z pianą mieszają się i tworzą mozaikę fantastycznego miejsca, gdzie nikt nie robi dramatu z tego, że krowa włącza się do ruchu drogowego bez migacza.

– A nie wkurza was, że jesteście postrzegani tak… no wiecie…? – pytam przy piwie o kwestie wizerunku.

– …że jak zwierzęta? Myślisz, że nie wiem co o nas myślicie?! – wypala ten, któremu piwo najbardziej już chyba uderzyło do głowy.

– Myślałam bardziej o bałaganie, śmieciach i tym, że moglibyście być drugą Chorwacją. Macie Butrint, Berat, Gjirokastrę, góry, morze…

Moi towarzysze rozkładają ręce. Krowa wydaje się być też trochę zawstydzona. Zwłaszcza, że przed chwilą próbowała dostać się do reklamówki porzuconej obok kosza i schrupać znajdujące się w niej kawałki arbuza.

 

 

Rzecz o albańskiej krowie

Właśnie! Krowa! Ona już wie, że jej dni są policzone. Nie dlatego, że ktoś chce przerobić ją na kotlety. Obserwując tempo w jakim rozwija się Albania, śmiem twierdzić, że niedługo najmodniejszym tam słowem stanie się „All Inclusive“. Krowa zostanie uwiązana na podwórku żeby przypadkiem nie zanieczyściła basenu. Natomiast miska małży nie będzie już kosztować 4 euro. Ten kraj już jest diamentem z bogatą historią oraz niesamowitą przyrodą. Cieszy mnie jak widzę, że moja robota nie idzie na marne i krowa nie przesłania ludziom najważniejszego. Mam nadzieję również, że w procesie szlifowania albański brylant nie straci na unikatowości. Jednak teraz jest najlepszy moment na przecieranie w Albanii własnych ścieżek.

Autor: Izabela Nowek-Tomczyk